Dziwna sytuacja, okazało się, że się zabałaganiłam. Odkąd wróciliśmy z korei, wiele rzeczy w mieszkaniu nie działało. Zepsuły się sprzęty elektroniczne, torba z papierami do recyklingu pęczniała, a poduszka finansowa złożona z kaucjowanych butelek zaczęła rozpychać się po przedpokoju. Rower rysował białą ścianę gumką od kierownicy, dlatego na stałe zawisła na nim szalona ortalionowa kurtka, której nie mogłam już nosić, ponieważ nosiła ją kierownica rowerowa.
Cały galimatias zajmował coraz więcej metrów kwadratowych podłogi, a ja stałam nad nim olśniona, teraz już na wpół koreanka i myślałam – ach tak, więc mieszkanie i zamieszkiwanie to po prostu setki decyzji, które czyhają w każdym kącie (choć u mnie także na środku podłogi).
Byłam olśniona i może nawet wstrząśnięta tym odkryciem – czyżbym miała kontrolę nad swoim otoczeniem? Czy kluczem do niej są decyzje? Czy wystarczy podjąć decyzję o odebraniu rowerowi swojej kurtki, by móc znowu ją nosić? Czy wystarczy podjąć decyzję – wyrzucam czajnik i kupuję nowy, by móc znów bezpiecznie i swobodnie zaparzyć herbatę? Czy na każdym metrze mieszkania jest ukryta jakaś decyzja, która nie była podejmowana? Czy teraz mogę ją podjąć, skoro już jestem świadoma jej istnienia – i przede wszystkim wystarczająco dorosła, by móc decydować o swoim otoczeniu, życiu, itp. itd.?
Nie działała mi także aplikacja do pisania. Omg, co za dramat dla takiej wielkiej pisarki jak ja. Jak żyć?? Próbowałam pisać w notatnikach (elektronicznych), szukałam innych narzędzi (elektronicznych), resetowałam komputer, aktualizowałam aktualizacje, ależ się napracowałam przez te dwa tyg, gdzie moje wytchnienie, no i gdzie moje pisanko??
prześladowania jupitera
W międzyczasie zaczął mnie wołać jowisz. Czego ten ogromny dziad ode mnie chce? Siedziałam, leżałam, stałam, rzadziej chodziłam, ale to też, a on wysyłał mi swoje nitki. Pomarańczowe, granatowe i błękitno-szarawe. Może nie były brzydkie, ale na pewno były irytujące, a irytowały tym, że były dla mnie nieczytelne. W przypadkowych momentach patrzyłam na swoje ramię i plecy i widziałam kolejną podpiętą nitkę. W końcu zajrzałam do aplikacji astrologicznej (z innego powodu) i mnie olśniło. Jak mogłam zapomnieć, że mój natalny jowisz jest w kwadraturze do tranzytującego?? Dwa jowisze w kwadracie, czego one ode mnie chcą, proszę mi powiedzieć. Cezku, proszę mi powiedzieć.
Wiedziałam sama, czym są energie jowisza, domyślałam się, że sięgają mojej istoty, a dokładniej mówiąc istoty mojej istoty, czyli jej sensu. Rozmowa z cezem uświadomiła mi, że chodzi o powiększanie moich pragnień marzeń, o powiększanie ich braków i niedoborów, ponieważ najczęściej jestem osobą, która niczego nie chce i niczego nie oferuje. Cieszyłam się jak nigdy ze święta chrześcijańskiego, ono jest super ponieważ wypada w czwartki, a to dzień jowisza. Miałam więc wolny dzień, by z nim popracować. mało tego, wzięłam zwyczajny urlop w pracy także na następny czwartek!
Kwadratury jowiszów trwają długo, nawet rok. Czy to oznacza rok męki? Nie dla osób, które potrafią pracować z jego energią. Dla nich to rok pełen samopoznania, samoświadomości i odkrywania pięknych celów na kolejne 12 lat życia. Jednak ja, zamiast odkrywać, wolałam przebimbać ten czas. Aż tu nagle (wtem) kwadracik się rozchodzi, jowisze się rozchodzą, one nie będą już w kwadraturze, będą neutralne (nie całkowicie ofc). Do końca kwadratury zostały niecałe trzy tygodnie i widocznie wujkowie jowiszowie przygotowali dla mnie rozliczenie. Jest to męczące, ale jak rzadko kiedy, widzę w tym jakąś satysfakcję, a ja bardzo rzadko ją widuję, raz na trzy lata.
Te wątki w jakiś sposób się łączą – samoświadomość, konflikty, marzenia, pragnienia, wielkość, potęga, powiększenie, satysfakcja, osiągnięcie. Orzeczenie przed samą sobą kim jestem. Brzmi jak wielkie sprawy, ale przecież jowisz jest wielki, więc wszystko się zgadza. W korei ja także się dowiedziałam, że jestem BIG a nawet TOOOOO BIG (w przymierzalni tradycyjnych koreańskich strojów, gdzie w żaden z nich nie mogłam się zmieścić, bo nie jestem drobną koreaneczką i mam 173 cm wzrostu, w związku z czym kreacje będące pomyślane jako takie sięgające podłogi, dla mnie były kreacjami do połowy łydki), dlaczego ta sytuacja nic mi wtedy nie powiedziała.
największe marzenie
Wszystkie wyżej opisane sytuacje doprowadziły mnie do jowiszowego odkrycia – co jest moim największym marzeniem. Odkrywałam to już kilka razy, nawet wam ostatnio opisywałam śmierdzącą prawdę o mnie i moje odkryte (po raz kolejny) marzenie bezpośrednio wynika z tej prawdy. Marzeniem tym jest być osobą porządną i prawilną. osobą wykonującą obowiązki i dobrze w tych obowiązkach zorganizowaną. Brzmi boleśnie banalnie, boleśnie trywialnie, a moje horoskopowe wodniki krzyczą: musisz być wyjątkowa!! Nie możesz być zwykła! Zwykła osoba to osoba porażkowa! Wodniki jednak powinny zamilknąć.
Porażka to jest teraz, kiedy udaję, że jestem PONAD TO. Ponad wszelkie domowe, banalne decyzje i ponad zwykły, ludzki, codzienny obowiązek. Moje marzenie to mieć wykonane obowiązki i uporządkowany harmonogram ich wypełniania. To punktualność i czystość, czyste zaplecze i czysty błysk. Brak bałaganu, brak zaległości, brak spóźnienia, brak wymówek, gdyż nie ma potrzeby ich posiadania. Myślę, że wtedy byłabym najszczęśliwsza. Byłby to brak nieszczęścia, czyli szczęście i pusta scena do tworzenia rzeczy, do tworzenia prawdziwego szczęścia.
Wtedy byłoby rodzenie z pustki, rodzenie z ciemności. Zajęta na co dzień przyziemnymi sprawami, takimi jak terminy i mycie podłogi jednocześnie stałabym się od nich wolna, bo nie byłyby one już w moich myślach i w sumieniu, tylko w zwyczajnym działaniu. Lepiej mieć rzeczy w działaniu niż w myśli, oto mój wniosek. Lepiej robić rzeczy niż dumać o ich zrobieniu, to moje marzenie – robić rzeczy, które mają być zrobione. To marzenie, które od urodzenia do dziś jest nieosiągalne, a może właśnie teraz się takie staje, może wujkowie jowisz i jupiter to załatwią? Może będę już podejmować prawilne, porządne, bardziej koziorożcowe decyzje?
epilog z dnia kolejnego
Chyba mój powyższy (wczorajszy) post jest prawdziwy, bo byłam dziś rano na spacerze i jowisz dał mi nagrodę. Ogromną i zieloną. On był ze mnie zadowolony. Niestety zrodziło to kolejny problem, tym razem z moją umiejętnością przyjmowania ogromnych nagród. Żałosne, ale być może możliwe do przepracowania.




