Energia byka jest tak przyjemna! Świeża, ożywcza, ale też skłaniająca do porządnej organizacji. Człowiek może mieć pomysł na życie, na zarabianie, na realizowanie swojej twórczości, na zasianie ziaren swoich nowych projektów, a potężny, niby kosmiczny, ale jednak ziemski byk popchnie go do realizacji. To ja jestem tym człowiekiem i ty jesteś nim, każdy z miliardów ludzi na tej planecie i w tej linii czasowej ma szansę rozpocząć teraz swoją nową, niezwykłą ścieżkę z przepięknym wsparciem od gwiazd.
Idealnym początkiem dla naszej drogi jest nów księżyca w znaku byka, w energii którego wciąż jesteśmy. To teraz mamy szansę na doskonałą organizację swoich marzeń, na zaproszenie ich do swojego ziemskiego życia. Energia byka każe nam siać – nowe pomysły, nowe idee, nowe ścieżki rozwoju, nowe hobby, nowe relacje, nowe biznesy. Nie musimy się martwić co będzie dalej, bo teraz jest czas tylko na dwie rzeczy: uznanie pomysłu / marzenia za wartego wcielenia w życie i ustalenie pierwszego kroku.
Oczywiście możemy mieć rozterki – czy na pewno damy radę prowadzić ten projekt przez cały rok? Czy nie upadnie on wraz z pierwszym entuzjazmem? Byk jednak nie martwi się na zapas, on nam każe siać, niezależnie od tego, co wyrośnie z naszych nasion.
Sama mam oczywiście takie obawy, najstraszniejsze jest to, że człowiek zacznie coś na luzie, a później nagle robi się z tego wielka sprawa i obowiązek! Do idei zaczynają się przyklejać inni ludzie, więc wtedy już jestem odpowiedzialna nie tylko za swój projekt, za jego realizację, za jego ciągłość, ale też za inne osoby, które już się w niego wkręciły.
Jednak kusi mnie, by rozpocząć realizację jednego z moich odwiecznych planów, nie patrząc na to, co będzie później. Z zezwoleniem odgórnym, że to nie musi wypalić, ale może. Z bardzo konkretnym, choć krótkoterminowym planem – na przykład miesięcznym lub nawet dwutygodniowym. Ale czy dla wsparcia odwagi warto od razu projektować porażkę? Jeśli nie – to czy uczciwe jest projektowanie sukcesu przy całej obecnej, nonszalancji związanej z podejmowaniem nowych działań? Trudne sprawy!
Wczoraj skończyłam czytać książkę o tym, jak przestać się zamartwiać. Jednym z rozdziałów był rozdział “zacznij działać” (szok, co?). Wnioskuję z tego, co przeczytałam (oraz z wiedzy ogólnej o świecie), że nie warto trwonić energii na analizy i ważenie niezrealizowanych jeszcze sukcesów i porażek. Chyba w tej sytuacji warto pozwolić sobie na bezmyślność i spontaniczność.
Może wydaje wam się, że ten tekst jest nieco zawiły, albo zbyt abstrakcyjny, choć jestem pewna, że wiele osób odnajduje też swoje postawy w tym co napisałam, więc ostatecznie sprowadzę go do jednego stwierdzenia.
jedno stwierdzenie
Nie trzeba planować 40 – kilometrowej trasy, wystarczy wsiąść na rower, nacisnąć pedał i ruszyć w nieznane (lub znane, ale od dawna odkładane). Na własnym ciele przekonać się dokąd zajedziemy. Nie zakładać, że przeżyjemy najbardziej inspirującą i owocną przejażdżkę życia, ale mieć satysfakcję, że ważna dla nas sprawa nie leży już odłogiem, że sprawa się ruszyła i że my się ruszamy.
Zapraszam do rzucenia nasionka.




