Doprawdy dziwna to sytuacja, kiedy sezon raka zaczyna się w tak intensywny sposób. Całe nagromadzenie aspektów astrologicznych nieco zaburzyło czysty odbiór energii raka. To bardzo niespodziewane i nigdy wcześniej nie zdarzyło się w moim życiu. Sprawie nie pomógł nawet zeszłotygodniowy nów księżyca. O co chodzi?
Nów księżyca w znaku raka to najbardziej nowiowy nów – wręcz jest to kwintesencja idei nowiu! Księżyc znajduje się wtedy w swoim królestwie, w swoim zodiaku, energie są niezwykle spójne i oszałamiająco wodne. Dlaczego więc dopiero teraz, gdy energie nowiu się rozchodzą, mogę spojrzeć na niego uważnie i stwierdzić, co się właściwie wydarzyło?
Dziś sprawa wydaje nie oczywista – zamglenie mózgowe i oblepienie wodą nie pozwoliły zauważyć potęgi tego nowiu i charakteru tego, co się dzieje, bo wszystko działo się na poziomie emocji, a nie na poziomie intelektu. Odczuwaliśmy go, ale to nie znaczy, że umieliśmy o nim myśleć i – co gorsze – świadomie z niego korzystać. Ale ok, co się wydarzyło, to się wydarzyło, a my odzyskujemy już powoli przytomność i możemy znów używać głowy i zaplanować coś ciekawego.
Wybrałam ten moment, bo mgła wydarzeń już opadła. Rak zdążył nam już dokopać w swoim stylu, tzn. pomóc nam transformować trudne emocje, a teraz możemy mu podziękować za to, co już się wydarzyło i powoli wszystko porządkować.
Czy zdążyliśmy się już nauczyć troskliwości? Czy umiemy się opiekować bliskimi nam ludźmi, roślinami, zwierzętami? Czy jest w nas empatia wobec nieznajomych? Czy jesteśmy czuli / czułe wobec świata? Czy nów pokazał nam drogi rozwoju? Akurat u mnie nic nie wyszło z nowiowych nauk, bo byłam w tym czasie tak emocjonalnie otępiała, że miałam gąbkę zamiast mózgu, a czy bez mózgu da się czegoś nauczyć? Zakładam jednak, że w energiach mojej duszy i mojego wcielenia wydarzyła się prawdziwa rewolucja, tylko zwyczajnie nie umiem jej nazwać. Wiem, że byłam otwarta na te zmiany, że woda przeze mnie płynęła, że nie robiłam zatorów, choć prawdopodobnie zrobiłam kilka wzgórz ze swojej frustracji. Wzgórza zostały juz rozebrane / upłynnione.
I teraz właśnie postanowiłam zacząć świadomie pracować z tą energią, bo już mnie na to stać. Przemyślę sprawy opiekuńczości i odpowiedzialności za coś (za podopiecznych innych gatunków – głownie są to filodendrony), postaram się zadbać o sprawy zaniedbane, czyli zatroszczyć się, o porządki, czystości, zaległości, zadbam o relacje i o równowagę w nich (szczególnie ważne dla osób, które „dają z siebie za dużo”), postanowiłam również, że powiem koleżance, żeby mnie nie biła, kiedy nie śmieję się z jej żartów. Po prostu jest taka koleżanka, która ma (w mojej skali) złe poczucie humoru i kiedy powie coś niby śmiesznego, ja się nie śmieję, to daje mi „kuksańca” łokciem lol, żebym w końcu zaczęła się śmiać a ja ponieważ nie chcę psuć z nią relacji, to nie mówię jej jak mi to przeszkadza. Jak chce, żebym się śmiała, to niech powie coś śmiesznego! Tak jej powiem!
No i nazbierało się trochę takich drobnych spraw – zaległości towarzyskich, które można teraz pięknie wykonać. Zalecam świadome rozejrzenie się po koleżankach, zalotnikach, rodzicach, kuzynkach. Zalecam asertywność. Zalecam czułość wobec siebie i swoich potrzeb. Zresztą – nasze koleżanki i kuzynki, a nawet niechciani zalotnicy, też zasługują na szczere relacje, dlatego wypowiedzenie swoich szczerych uwag ma obustronne korzyści.
To juz kolejny wpis z cyklu „strumień świadomości” i choćbym chciała pisać lepiej zbudowane artykuły, to jednak rządzą mną teraz wodne strumienie. Solidnie zbudowane rzeczy chyba zacznę tworzyć dopiero w pannie, a na razie pozwólmy sprawom płynąć i swobodnie się wyjaśniać.




