Jako kilkulatka nie byłam wielką fanką kalendarzy adwentowych, ale co roku rodzice lub dziadkowie kupowali mi jeden z nich, taki zwyczajny, z nadrukowanym gwiazdorem lub stajenką i czekoladkami w środku. Któż z nas nie był programowany w ten sposób?
Po wielu latach przerwy razem z moją siostrą zrobiłyśmy sobie same kalendarz adwentowy z grudniowymi atrakcjami / zadaniami. Był nam potrzebny, by urozmaicić niezwykle dla nas pracowity miesiąc (handel choinkami, czy jest bardziej ekstremalna grudniowa praca?).
Później nastąpiło całkowite odrzucenie wszystkiego co jest związane z organizacją kościoła, tym sposobem kalendarze adwentowe wylądowały w kategorii “szkodliwe społecznie” i odcięłam się od tego produktu. Influencerki prześcigające się w prezentowaniu kolejnych, coraz bardziej wymyślnych kalendarzy, często wartych po kilka tys. złotych mnie przerażają. Jak można doprowadzić chory konsumpcjonizm, idący za rękę z religią do takiego stopnia? Idealne kombo dla kapitalistów i jednocześnie straszak dla wer takich jak ja.
Ale to tylko zabawa, tak jak halloween.
Raczej hipokryzja. Dlaczego religijno – matriksowe, zmitologizowane w zastraszającym stopniu, czekanie na narodziny palestyńskiego przywódcy politycznego miałoby być powodem do obłowienia się w 24 opakowania kosmetyków lub pary skarpet?
Czy ludzie pamiętają, że adwent był wymyślony przez religijnych wymyślaczy jako okres oczekiwania w spokoju i zadumie, a nie jako czas codziennego pompowania się dopaminą?
Jednak marketingowcy z sephory, hebe, marek ciuszkowych, herbacianych, słodyczowych, alkoholowych itp. itd. nie mogli zmarnować takiej okazji do wyciskania hajsu z zakupoholiczek i konsumpcjonistek. Powyciągali po 24 randomowe zalegające w magazynach śmieci, opakowali w kartony ze śniegiem i cyk – marża 1000 procent i na półkę.
Ale co z kalendarzami z kryształami?
Zapraszam do tematu zasadniczego.
Istnieją kalendarze adwentowe z 24 okienkami, w których są różne kryształy. Zazwyczaj prawdziwe, naturalne, choć też dość pospolite. Nie szkodzi, pospolite nie znaczy gorsze, oznacza raczej, że każdemu potrzebne.
Na początku wydały mi się śmieszne, bo kto wpadł na łączenie czegoś blokującego (religia) z czymś uwalniającym (energia kryształów)? Nawet ezo konta, których wcześniej nie darzyłam wstrętem, zaczęły coś takiego proponować. Unfolllow.
Oczywiście łączenie sacrum & profanum nie jest niczym nowym, a mix iluzji rozwoju (wynikającej z bezmyślnego wyciągania kamieni z okienek) i wielowiekowej pato – duchowości (wynikającej z narodzin w stajence) można spieniężyć, więc musiało do tego dojść. W tym tygodniu widziałam kilkanaście adwentowych kalendarzy z kryształami i pomyślałam, że mają jednak jedno zastosowanie, które mój mózg mógłby zaakceptować…
Jedno sensowne zastosowanie.
Wyobrażam sobie osobę zaprogramowaną na polski katolicyzm poprzez wciskanie od dzieciństwa bombki na choince, ślubu w kościele i pierwszej Komunii świętej, za którą można zgarnąć tablet lub środek transportu. Być może nawet osoba jest prowadzona od czasu do czasu do kościoła w niedziele bez okazji,choć niekoniecznie. Osoba taka utknęła w religijnym matriksie, ale czy chce z niego wychodzić? Niekoniecznie, bo dla niej religia to tylko choinka, karp, prezent, znicz na grobie i malowanie pisanki. Po co wychodzić z tej kolorowej atrapy? I wtem osoba zaciekawiona kupuje kalendarz z kryształami. Wyjmuje je z kiczowatego pudła. Są one oczywiście trupami, bo już samo pakowanie ich w intencji sprzedawania okazyjnym chrześcijankom pozbawia je mocy działania. Ale jak już mówiłam, osoba jest ZACIEKAWIONA, dlatego wyszukuje o nich informacje w necie. Wie już, że to trupy do reanimacji. Zajmuje się nimi troskliwie. Kryształy odżywają, a że jest ich aż 24, to zaczynają kompleksowo, na poziomie wielu czakr odradzać energię osoby zaciekawionej i otwartej.
Praca trwa 11 miesięcy, aż przychodzi kolejny grudzień i zrehabilitowana energetycznie oraz moralnie osoba, stwierdza, że ta szopka z zakupami przedświątecznymi już jej nie kręci. Rezygnuje z grudniowego badziewia z chin, którym wcześniej ozdabiała drzwi wejściowe i wigilijny stół. Rezygnuje z prezentów, bo wie, że nie potrzeba sztucznie wykreowanej przez marketingowców okazji, by się nimi obdarowywać. Być może nawet da radę zrezygnować z jakiegokolwiek obchodzenia chrześcijańskich (czyli blokujących), płytkich rytuałów. Może zamiast tego wejdzie w głęboką duchowość. Może się obudzi i zacznie zauważać, że tyle lat tkwiła w sidłach.
koniec scenariusza.
I jest to jedyny scenariusz jaki akceptuję.





Bardzo optymistyczny scenariusz. Takie pełen nadziei 😀 pytanie czy realny?
Myślę, że tak, tylko okoliczności muszą odpowiednio się ułożyć 🙂