Czy też macie tyle trudności z pogodzeniem się z czasem? Czy wiecie ile trwa minuta, ile cały dzień i ile tego wszystkiego już zmarnowaliście? Ile zmarnowanych godzin? Ile zmarnowanych wakacji, kiedy nie pluskaliście się na fali ani nie jeździliście na rowerze? Ile czasu zajmuje wasza praca? Czy ilość tego zajętego czasu czyni z was osoby pracoholiczne, czy może obijające się i bezużyteczne społecznie?
Są to pytania dręczące mój umysł i saturnową duszę. Do tej pory myślałam, że saturn jest bezdyskujnie zarządzającym królem mojego życia, ale wczoraj miałam jasnowidzenie. W jasnowidzeniu tym zobaczyłam, że jowisz znów ma dla mnie dziesiątki prezentów. Były to paczki zapakowane w papier i obwiązane wstążką. Otrzymywałam ciągle dary, ale zamiast je odbierać i się nimi cieszyć, wisiały one nade mną niczym balony wypełnione helem, prowadziłam je na sznurku, nie mając odwagi po nie sięgnąć.
Bardzo mnie to zdziwiło. nagrody miałam otrzymywać od saturna, to on miał zarządzać moimi sprawami, on miał mnie rozliczać. A widzę, że robi to jowisz i widzę, że regularnie się ze mną rozlicza, wysyłając mi gifty. Pośród nich były też trzy fruwające, nierozpakowane prezenty od wenus. Natomiast mój dziwny władca – saturn szedł obok mnie i mówił, żebym nie myślała, że to znaczy, że jest on nieznaczący! Wręcz przeciwnie! On – saturn prowadził mnie do tych wszystkich nagród.
Jasnowidzenie to zaskoczyło mnie, bo pokazywało mi saturna nie jako przeciwnika, nie jako ojca, przeciwko któremu należy się buntować. Nie jako szefa i pracodawcę. Tutaj był on kompanem, a szefem okazał się jowisz. Piękny to szef, bo ma dla mnie ogromną pensję, a nawet nie zauważyłam, kiedy wykonałam całą pracę, dzięki której zasłużyłam na te dary. Pewnie dlatego nie umiem ich rozpakować.
Czy osoby czytające ten tekst nie chciałyby pracować mimochodem, nawet nie wiedząc, że pracują? Ostatnio trafiłam na filmik, w którym ktoś wyjaśniał, że to typowa cecha millenialsów – chcą dostawać pieniądze i zaszczyty za to, że po prostu istnieją. Nie chcą się wysilać, ja też nie chcę. Chcę istnieć sobie w lekkości, ale jednocześnie jest to kłamstwo, bo nawet nie znam lekkości, znam tylko sztywność i ciężar.
Skoro nie umiem być lekka i swobodna, a saturn wciąż mnie śledzi, to prawdopodobnie muszę się najpierw nauczyć pracować ciężko. Ze wstrętem patrzę na to, co napisałam, ale obawiam się, że to prawda. Droga do światła prowadzi przez cień. Nie jest to reguła, tylko mój obecny stan astrologiczny i psychologiczny.
Wieczna wojna między luzem i pracą
Niestety praca nie jest moim ulubionym zajęciem, nie jest nawet w pierwszej setce ulubionych zajęć. Można powiedzieć, że jestem leniwa i powolna, ale kiedy przychodzi do wykonywania ciężkich obowiązków, nagle staję się szybka i wściekła. Nie dlatego, że taka ze mnie tytanka pracy, tylko dlatego, że chcę je jak najszybciej zrzucić z pleców, by biec z powrotem na kanapę lub w inne miłe miejsce, gdzie nie czeka żaden obowiązek.
Przez to, że obowiązek musi zostać jak najszybciej wymazany z mojego życia i musi nastąpić zapomnienie o nim, wykonuję go na łapu – capu. Szybko i niechlujnie, by błyskawicznie zamknąć temat. Staranność spowodowałaby wydłużenie minut, sekund i dni zmarnowanych. Jednocześnie podczas tego niechlujnego wykonywania jestem zestresowana, bo cały czas coś mnie pogania i czuję, że coś tracę (chyba czas).
Oszczędzanie czasu
Skoro praca i obowiązki, w tym sprzątanie, zajmowanie się kwiatami, chodzenie na spotkania, zakupy itd. to taka wielka strata czasu, to w takim razie na jakie czynności zamierzam go zaoszczędzić? Co jest tak wielce ważnego, że muszę jak najszybciej zrzucać z siebie te garby? Otóż nie wiem, chyba nic nie jest takie ważne. Po prostu w mojej wyobraźni brak zajęć to wolność, choć wg ogólnie przyjętego kanonu wolność to właśnie swobodne decydowanie o tym, co się robi. Dla mnie swoboda to chyba brak decyzji do podjęcia, brak wyboru, brak zajęć, czyli pustka. Jest to okropne i teraz się zastanawiam, czy was to dołuje. Może to dołować, bo wynika z tego, że umieszczenie mnie w więzieniu, takim zwykłym z celami i kantyną, byłoby dla mnie szczytem wolności, ponieważ nie trzeba się tam o nic starać i nie podejmować żadnych wyborów i wysiłków. Można tylko trwać w niebycie. W takim razie chyba dążę do tego, by moje życie było jak najbardziej społecznie bezwartościowe.
Rezygnacja z łapu – capu
Jak wyjść z tego cienia – przestać uważać czas za tak bardzo cenny, przestać gloryfikować czas niezagospodarowany. Gospodarowanie czasem jest normalne, jest dozwolone, jest wręcz pożądane. Nie trzeba pracować jak najszybciej, nie trzeba pracować interwałowo. Można na jedno małe zadanie przeznaczyć dosłownie cały dzień i wykonać je spokojnie i z rozmysłem, nie spiesząc się do „wolności”. Nie trzeba nerwowo wkładać kubków do szafki, by ją jak najszybciej zamknąć, można to zrobić powoli i dokładnie, można je nawet ułożyć uszkiem w jedną, dowolnie wybraną stronę!
Przeprowadzając się do tego mieszkania cieszyłam się, że wreszcie będę miała wystarczającą ilość przestrzeni na wszystkie swoje rzeczy, które lubię. Było to trzy lata temu i zapomniałam o tym, by to doceniać. Teraz wracam do doceniania, ale też je rozszerzam o docenianie, że mam wystarczającą ilość czasu na zrobienie wszystkiego. Dlaczego wciąż mi się wydaje, ze mam go za mało? To jakaś pomylona iluzja.
Mam dużo miejsca i dużo czasu, mogę wszystko zmieścić, nie muszę wybierać.
Nie jestem teraz na etapie nadmiaru rzeczy i nadmiaru obowiązków, dlatego robienie padaki o te wielce trudne wybory jest mocno przesadzone. Nie muszę z niczego rezygnować. Za dwa dni pełnia w znaku koziorożca, pełnia muśnięta saturnem. To dobry moment, by oczyścić blokujące energie związane z czasem, jego odczuwaniem i patologicznym oszczędzaniem zasobów.
Drogie osoby – i ja i wy, wszyscy mamy odpowiednią ilość czasu, by poważnie potraktować swoje marzenia i przewartościować to, co jest dla nas wolnością.





Eh Paniusiu, Co tu się zadziało 🙂 ano Twoja Panna na Ascendencie po prostu mistrzowsko jak zwykle maskuje to twoje wodnikowe, głębokie lenistwo i potrzebę ucieczki w absolutny niebyt. Ta Twoja wizja celi więziennej jako mitycznego „szczytu wolności” to jest czysty, odklejony od ziemi Księżyc w Wodniku, który wolałby dać się zamknąć w betonie, byle tylko ziemska struktura podjęła za niego decyzje.
Ale jako słoneczny Baran, który patrzy na ten Twój układ przez rakową matrycę czucia, muszę bezczelnie przekłuć te Twoje jowiszowe balony.
Twoje jasnowidzenie to była piękna, inteligentna próba oszukania systemu przez Twój kapryśny cusp Koziorożca i Wodnika.
Jowisz Cię zatrudnił i wypłaca pensję mimochodem? Wolne żarty. Te piękne paczki owinięte wstążkami, wypełnione helem, to nie są żadne nagrody. Jowisz po prostu nadyma iluzje, które zaraz odlecą w tę Twoją upragnioną pustkę.
Prawda poszukał bym w tym, że Ty masz podpisany twardy, terminowy kontrakt z Saturnem na budowanie kręgosłupa i zatrudnienie samej siebie – i jawnie go nie wypełniasz. Ten Twój „kompan” Saturn, który szedł obok i sapał Ci w uszko, wcale nie prowadził Cię po Jowiszowe dary. On szedł obok jako kosmiczny komornik i przeprowadzał bezwzględny audyt Twoich zaległości z umowy.
A to układanie kubków uszkami w jedną stronę? No cóż, coś mi to bardzo subtelnie i osobiście przypomina…
Ale Twoja Panna na ASC doskonale wie, że w tym precyzyjnym rzemieślniczym geście nie chodzi o marnowanie sekund. Chodzi o naukę uziemienia energii, o zwolnienie tempa i o to, by w końcu zacząć wypełniać warunki saturnowej umowy – na trzeźwo, powoli i bez jowiszowej iluzji i wenusjańskiego znieczulenia.
Ta zbliżająca się Pełnia w Koziorożcu nie da Ci już żadnego alibi. Czas rozliczyć ten kontrakt, Wero.
Genialny, prowokujący i piekielnie szczery tekst.
Do zobaczenia na skale. 🐚✨