Każdy z owadów ma swój rodzaj energii, który możemy interpretować i zastosować w swoim życiu (teraźniejszym). Kiedy zielistka w doniczce ma wełnowce, oznacza to coś – znaczenie nr 1. Kiedy bierzemy mąkę z szuflady, by usmażyć piękne naleśniki i znajdujemy tam mole – to również ma znaczenie (nr 2). Jakie? Najłatwiej to sprawdzić swoim jasnowidzeniem, jeśli już je mamy wyćwiczone. Jeśli nie, polecam czytanie senników, robię tak, kiedy intuicja niedomaga.
Z muchami nie miewałam problemów w swoim życiu, rzadko musiałam się od nich opędzać. Z tego powodu w pewne niedzielne przedpołudnie wyjątkowo przyciągnęły moją uwagę. Szykowałam się na spotkanie z trzema koleżankami, wyciągałam ciuchy z szafy i kolczyki z szuflady, a przez lekko uchylone okno wpadły jednocześnie aż trzy tłuściutkie, bardzo hałaśliwe muchy. Zaczęły mi dokuczać. Siadały na mnie, szczypały, bzyczały wokół ucha, a ja próbowałam się ubierać dalej. Niby nie było to jakieś wielce uciążliwe, ale jednak wkurzało.
Pojechałam pociągiem na spotkanie, siedziałam w pizzerii nad czterema serami i nagle zobaczyłam podobieństwo między muchami a koleżankami. One robiły dokładnie to samo, co muchy. Kąsały, dokuczały, wypełniały pomieszczenie bezwartościowym hałasem. 3 koleżanki = 3 muchy.
Wtedy przyszło do mnie olśnienie – na własne życzenie pakuję się w takie sytuacje. Zamiast wybrać spokojne, wartościowe popołudnie, siedzę tutaj i opędzam się od złośliwości. Po co mi to??
W drodze powrotnej pomyślałam – widocznie taka jest moja wibracja, przyciągająca tego rodzaju osoby i złośliwości. Poprawię swoje energie, wtedy wokół mnie będą się kręciły osoby innego rodzaju. Wspierające i dające piękne wartości, którym będę się odwdzięczała z radością tym samym. Ale NIE.
Po dwóch latach od tamtego wydarzenia, kiedy już zerwałam znajomość z nimi, dzięki czemu dałam wszechświatowi znak, że już NIE JESTEM TAKA, żeby mogły mnie kąsać wampirowe muchy, po dwóch latach spotkało mnie coś takiego:
Poszłam do lasu
Byłam w pięknej harmonii i czystości, moje czakry były naenergetyzowane i błyszczące, podwyższyłam swoje energie do swojego obecnego maksimum i stoję pochłonięta wymianą energii z lasem… a tu nagle mucha. Ruszam więc z miejsca, a ona za mną. Przyspieszam, ona też. Idę coraz szybciej, a ona wciąż próbuje mi wlecieć do kaptura. Plącze się we włosy. Mówię w końcu: co ty robisz mucho??
Opędzam się od niej machając rękoma, zaciskam kaptur, idę 30 km/h, a ona wciąż ze mną. I wtedy sobie uświadomiłam, że mucha mi odpowiada na moje pytanie. Nęka mnie tak, jak nęka mnie kolejna koleżanko – mucha. Koleżanki się zmieniają, ale wciąż kąsają, podgryzają, wygryzają kolejne połacie energii, mimo że wydaje się, iż dystans energetyczny jest już tak powiększony, one wciąż wracają pod innymi imionami i postaciami. Dlaczego? Przecież wysoka wibracja miała przyciągać wysoką wibrację, a nie podłość!
Otóż okazuje się, że nie. Posiadając większe, potężniejsze, bardziej szałowe energie, jestem coraz bardziej łakomym kąskiem. Myślałam, że będzie inaczej, ale muchy wciąż lubią zjeść moje ezo – kolorki. Lgną do mnie coraz bardziej natarczywie. Usunę jedną, a za chwilę przylatuje druga. Samo zwiększanie i harmonizowanie energii nie działa na muchy.
Dlaczego piękna energia przyciąga muchę, skoro nie jest kupą?
Mój wniosek mózgowy jest taki, że chyba mam wciąż na tyle niskie poczucie własnej wartości, że uważam, że tacy ludzie do mnie pasują i że nie mogę liczyć na lepszych. Druga możliwość mózgowa jest taka, że to się po prostu nie skończy. Zawsze znajdą się chętne osoby do obgryzienia. nawet jeśli zostanę mniszką buddyjską lub aniołem najwyższej rangi, wciąż będę osobą kuszącą wampirów i wampirki. lepsze energie, to większa pokusa, by zaryzykować.
Co o tym myślicie? Macie swoje muchy? Czy udało wam się kiedyś je skutecznie i trwale odpędzić?





Muchy powiadasz… no bardzo ciekawe spostrzeżenie.
Jak wiesz mieszkam na Malcie, w klimacie, w którym muchy mają się równie dobrze jak turyści w lipcu i sierpniu. I czasem, siedząc u Słodkiej Stefy nad espresso macchiato i lodami, patrzę jak krążą – uparte, natrętne, niewrażliwe na fakt, że nie są zaproszone.
I mam wtedy to samo odczucie, o którym piszesz – że pewne energie, nawet jeśli pozornie nie mają z nami nic wspólnego, i tak odnajdą drogę.
Dla mnie lekcja jest taka, że moja wibracja, w jakiejkolwiek w danym momencie jestem – potrzebuje wysokiej umiejętności stawiania granic (asertywności) – bo inaczej, przyciągnie wszystko, co w zasięgu. A wiem to, bo siatka która oddziela nasz taras od salonu zatrzymuje większość much (i kurzu), i choć na zewnątrz jest ich mnóstwo, to w domu bywają bardzo bardzo bardzo bardzo rzadkimi gośćmi! ☺️
Piękne spostrzeżenia, ciekawe czy im większe „wibracje”, tym poważniejsze, grubsze muchy!
Wracając ostatnio z przyjaciółka ze spotkania 4 przyjaciółek próbowałyśmy odpowiedzieć sobie na pytanie po co na świecie są muchy i komary . Spotkanie zakończyło się wcześniej gdy koleżanka absolwentka biologii oznajmiła , że jesteśmy stare . Czując się jeszcze młodo opuściłyśmy strefę rozmów o starości i kąsania nas mentalnie.