Pierwsze dni po pełni Księżyca — co się dzieje i co z tym zrobić?

Niespełnione obietnice po pełni Księżyca? Co z tobą zostaje, gdy Księżyc gasi światło i zabiera scenografię.

No i cyk! Była, jak każda przed nią i każda po niej — pełnia Księżyca. Ten moment kulminacji, światło Słońca odbite od tarczy Księżyca, punktujące na nasze sprawy. Światło, które zawsze oświetla miejsca, które na co dzień próbujemy ukrywać. Ale, zdradzę wam sekret, w energii pełni jest trudniej tu światło się dubluje. I właśnie dlatego jest tak intensywna, a jednocześnie tak medialna, tak chętnie sprzedawana przez portale, konta ezo, wróżki i magów wszelkiej maści.

Zanim przejdę do sedna, muszę wam napisać jak widzę energię lunacji. Bo bez tego kontekstu, wszystko co powiem dalej, będzie tylko kolejną obietnicą bez zakorzenienia.

Zacznę od tego, że dla mnie każdy miesiąc lunarny (miesiąc księżycowy) to podróż zaczynająca się od całkowitego braku Księżyca (emanacji naszych emocji, intuicji, podświadomości, reaktywności emocjonalnej) na widzianym przez nas niebie — to czas, który znamy jako nów Księżyca — moment ciemności, emocje schowane głęboko, intuicja przyciszona, podświadomość zamknięta w sobie, ale to właśnie w tej ciszy jest czas zasiewu naszych marzeń. Następnie zaczyna się faza wzrostu światła, powoli, ale sukcesywnie dochodząc do miejsca kulminacji tego wzrostu — miejsca, jakie znamy jako pełnia Księżyca — moment pełnego oświecenia, emocje w całości na wierzchu, intuicja wyostrzona, podświadomość rozhulana, i to właśnie w tym świetle i zgiełku podejmujemy decyzje, co nam już nie służy, czego chcemy się pozbyć. Od kulminacji, wchodzimy w kolejną fazę opadania i w końcu gaśnięcia, by móc się narodzić na nowo.

To taki cykl roku, tylko w wersji mini.

Każda faza lunacji to wynik relacji Słońca i Księżyca — naszego ego, świadomości, naszego sztandaru JA — z emocjami, intuicją, podświadomością, reaktywnością emocjonalną. W tym tańcu mamy momenty całkowitej intymności, gdy Słońce i Księżyc są blisko, splatają się w jedno — nów. Mamy etapy akceptacji i szukania — pierwsza kwadra. Mamy pogodzenie się i odpuszczenie — trzecia kwadra. I mamy ten najbardziej medialny, najbardziej popularny, no i też najintensywniejszy etap napięcia i oddalenia świetlistych kochanków — pełnia.

Mimo tego oddalenia — albo właśnie dzięki niemu — to pełnia jest światłem podwójnym. Światłem naszego JA, odbijanym w tarczy naszych emocji.

Teraz kiedy już rozumiesz jak widzę energię lunacji, mogę też wyznać, że dla mnie każda pełnia pracuje na dwóch poziomach jednocześnie.

Poziom pierwszy — krótkoterminowy. Poziom danego miesiąca lunarnego, który trwa od nowiu do nowiu, a pełnia jest jego najwyższym wzniesieniem. Sprawdzam tu gdzie jestem teraz — co wyrosło z nasion ostatniego nowiu, co wymaga uwagi, co już można puścić.

Poziom drugi — długoterminowy. Od nowiu w tym samym znaku do pełni w tym samym znaku — czyli okres około pół roku. W każdą pełnię sprawdzam jakie nasiona siałem w nowiu tego samego znaku sześć miesięcy temu. Co z tego zostało? Co nadal jest prawdziwe? Co się realizuje, co umarło po drodze, i — może najważniejsze — co ja robię by moje marzenia miały szansę się zrealizować?

Też tak masz? Jeśli tak — fantastycznie. Jesteś w procesie i wiesz o tym.

Ale jeśli widzisz raczej w swoim działaniu osobę, która powiedziała by parafrazę pierwszego zdania mojego felietonu: I znowu widzę tylko niespełnione obietnice po pełni Księżyca! Co właściwie ze mną zostało, gdy Księżyc zgasił światło i zebrał całą scenografię? To zapraszam do mojego felietonu, pomogę ci zrozumieć, czemu po pełni zostaje Ci tylko wspomnienie i ładne zdjęcie białej wielkiej kropki na feedzie twoich social mediów.

Czemu po pełni zostaje tylko wspomnienie?

Bo — i jestem tego prawie na 100% pewny — to nie pełnia cię rozczarowuje. Obietnice o pełni cię rozczarowują.

I tu muszę być szczery — część tych obietnic rozczarowuje też mnie. Kiedy widzę jak portale i konta ezoteryczne sprzedają każdą lunację jako bilet na natychmiastową transformację, mam ochotę spytać wprost: ile z was naprawdę wierzy w to co pisze?
Bo Księżyc nie jest automatem do transformacji. Nie wrzucasz monety intencji, nie wciskasz przycisku rytuału i nie odbierasz nowego JA z okienka wydawczego. Tak to nie działa. I nigdy nie działało. Serio!

Problem leży gdzie indziej. W tym jak przygotowujesz się, jak wykorzystujesz potencjał i jak pracujesz z energią pełni. Czy zadajesz sobie pytanie: Czy ta pełnia jest dla mnie? Bo nie każda pełnia, da ci taką samą porcję energii do pomocy w twoich sprawach. No i czy rozumiesz, na czym polega transformacja, odpuszczenie, odcięcie – dzięki energiom pełni?

Moje obserwacje przez lata, pozwoliły mi zobaczyć cztery twarze człowieka który chce efektu bez procesu. Człowieka, który traktuje Wszechświat jak bankomat, a lunacje jak maszynkę do spełniania marzeń. I proszę — zrób sobie teraz uczciwy test, ile z nich rozpoznajesz w sobie.

Pierwsza twarz — NIEUWAŻNOŚĆ.

Gonisz za obietnicami z portali i poradników, czytasz interpretacje jedną po drugiej, ale nie wiesz co z tą wiedzą zrobić. Bo czytanie o pełni to nie jest praca z pełnią. To jest przygotowanie do pracy — w najlepszym razie. Kolekcjonujesz horoskopy, opisy tranzytów i lunacji jak paragony z zakupów, których nigdy nie rozpakujesz. Ślizgasz się po powierzchni symboli, bo tak jest bezpieczniej niż faktycznie poczuć ciężar tego, co próbuje Ci przekazać Twoje ciało. Jesteś turystą we własnym wnętrzu – robisz zdjęcia widokom, ale nie masz pojęcia, jak tam naprawdę smakuje życie. Ta informacyjna nadwaga tylko Cię paraliżuje, zamieniając żywą energię w martwy szum w głowie.

Informacja bez zastosowania to tylko ładnie umeblowana ignorancja.

Druga twarz — LENISTWO wobec procesu.

Nie szukasz rozwiązań długofalowych, nie szukasz sensu — szukasz szybkiej ulgi. A ulga nie przychodzi jednorazowo. Nigdy nie przychodziła i niestety rozczaruję cię, nigdy nie przyjdzie. Księżyc wraca co miesiąc właśnie po to, żebyś miał_a kolejną szansę — nie dlatego że poprzednia wystarczyła. Chcesz magicznej pigułki, którą połkniesz i lęk przed zmianą zniknie, a w tym czasie Księżyc wykona robotę, na którą trzeba lat. Traktujesz Wszechświat jak automat z energiami – gdzie Ty łaskawie wrzucasz intencję i wymagasz natychmiastowego pobudzenia bez cienia wysiłku. Prawdziwa przemiana to mozolne dłubanie w skale, a Ty wolisz udawać, że od samego patrzenia na kilof praca zrobi się sama. Uciekasz od rutyny uważności, bo boisz się, że w codziennej nudzie odkryjesz swoją własną bierność.

Księżyc nie robi nadgodzin za ludzi, którzy nie przyszli na zmianę.

Trzecia twarz — IGNORANCJA z wyboru.

Czytasz, ale nie rozumiesz — bo nie chcesz by światło zrozumienia padło na twoje życie i oświetliło to, co przecież nie bez powodu tak skrzętnie ukrywasz. Masz wiedzę. Ale wiedza bez gotowości do zobaczenia siebie jest tylko kolekcją ładnych słów. Budujesz wokół siebie mur z mądrych cytatów, żeby nikt, a zwłaszcza Ty, nie zauważył, jak bardzo boisz się prawdy. To intelektualne oszustwo: nazywasz swoje mechanizmy obronne „wysoką wibracją”, byle tylko nie dotknąć gnijącego fundamentu. Wybierasz duchowy narcyzm zamiast bolesnej autopsji własnych błędów. Wolisz pozostać oświeconym teoretykiem niż brudnym od pracy praktykiem, który ma odwagę przyznać się do porażki.

Najdroższy bilet do piekła jest wydrukowany na papierze z cytatami o przebudzeniu.

Czwarta twarz — EGOIZM bez samoświadomości.

I tu zatrzymaj się, bo to ważne rozróżnienie — asertywność, pozytywna samoocena, poczucie własnej wartości, to nie jest egoizm. Ale myślenie wyłącznie do czubka własnego nosa — bez rozumienia że jesteś częścią większego cyklu, większej sieci, większego procesu — to już jest. I właśnie ta twarz sprawia że pełnia wydaje się pusta, bo oczekujesz że kosmos będzie kręcił się wokół twoich potrzeb. A kosmos kręci się sam — z tobą lub bez ciebie. Jesteś jak dziecko, które tupie nogą, bo Księżyc nie świeci dokładnie tak, jak zaplanowałaś to w swoim dzienniku manifestacji. Nie interesuje Cię harmonia z całością, interesuje Cię tylko, co ugrasz dla siebie w tej konkretnej konfiguracji planet. To duchowa chciwość, która każe Ci traktować Wszechświat jak darmowy serwis naprawczy dla Twojego komfortu. Dopóki nie zrozumiesz, że Twoje „ja” jest tylko nitką w tkaninie, będziesz ciągle szarpać materiał, zamiast uczyć się na nim szyć.

Wszechświat nie ma działu obsługi klienta. I bardzo dobrze.

Prawda jest taka, że większość z nas nie szuka oświecenia, tylko znieczulenia, a pełnia stała się kolejnym produktem w koszyku duchowego konsumpcjonizmu. Chcemy, żeby Księżyc odwalił za nas brudną robotę: posprzątał toksyczne relacje, uleczył traumy i przyniósł obfitość, podczas gdy my jedynie palimy życzenia, oczyszczamy przestrzeń szałwią, mruczymy mantry, pijemy wodę ametystową, słuchamy dźwięków i czekamy na cud.
Ale niebo nie zajmuje się cateringiem emocjonalnym dla ludzi, którzy nie mają odwagi zajrzeć do własnej spiżarni, i zrobić w niej porządków. Jeśli traktujesz lunację jak darmowy seans terapeutyczny, na który przychodzisz bez chęci do zmiany, to jedyne, co wyniesiesz, to kac moralny i poczucie pustki. Duchowość bez dyscypliny to tylko estetyczne hobby, a cykle lunarne bez Twojego realnego wysiłku pozostaną jedynie nudną powtarzalnością faz i fraz z dziennika księżycowego. Przestań udawać, że pracujesz z energią, skoro boisz się nawet przyznać przed sobą, co tak naprawdę Cię hamuje. Wszechświat widzi Twój brak zaangażowania, nawet jeśli Ty starannie go maskujesz kolejnym zdjęciem kryształów na Instagramie. Prawdziwa praca zaczyna się tam, gdzie kończą się piękne metafory, a zaczyna bolesna konfrontacja z własnym cieniem.

Dlatego jeśli rozpoznajesz w sobie jedną z tych twarzy — wiedz, ze jest w tym duża nadzieja i da się z tym pracować. Jeśli dwie lub trzy — czeka cię poważna i niezbyt szybka praca, ale na pewno z czasem będzie sukces. Jeśli wszystkie cztery — cóż. Księżyc jest cierpliwy. Wróci za miesiąc, a w tym czasie znajdź w sobie odwagę, by jednym z twoich księżycowych życzeń, było rozpoznanie mechanizmu i rozpuszczenie jednej z tych twarzy.

Co więc zrobić w pierwszych dniach po pełni?

Przestać szukać kolejnej obietnicy i zacząć pracować ze zjawiskiem.
Większość ludzi popełnia ten sam błąd: ucieka od malejącego Księżyca, bo boi się ciszy, która następuje po wielkim, ezo-spektaklu.
Pełnia już była. Światło już oświetliło co miało oświetlić.
Teraz Księżyc zaczyna gasić to światło — i to jest równie ważna faza jak kulminacja. Tymczasem to właśnie teraz, gdy emocjonalny kurz opada, masz szansę zobaczyć swoje życie bez retuszu i filtrów. Faza opadania to czas integracji, nie akcji. Czas żeby usiąść z tym co zobaczyłaś, zobaczyłeś — i naprawdę to przeprocesować. Nie szukaj ratunku w kolejnym webinarze czy horoskopie na przyszły tydzień – to tylko kolejna forma uniku przed tym, co właśnie wybiło w Tobie na powierzchnię.

Jedno ćwiczenie, które daje mi więcej niż jakikolwiek rytualny zestaw ze świecą i kryształem: Usiądź z kartką.
Jeśli boisz się białej kartki i własnego pisma, to znaczy, że Twoja duchowość jest tylko fasadą, która sypie się przy pierwszej próbie szczerości. Napisz co zobaczyłaś, zobaczyłeś w sobie podczas tej pełni — nawet jeśli nie chciałaś, chciałeś tego widzieć. Prawdziwa integracja nie dzieje się w blasku świec, ale w surowym uznaniu faktów, których nie da się już „odwidzieć”.
Nie musisz od razu wiedzieć co z tym zrobić. Przestań traktować swoje wglądy jak jednorazowe powiadomienia w telefonie, na które musisz od razu reagować. Wystarczy że to nazwiesz. To, co nazwane, przestaje Cię kontrolować z ukrycia, ale wymaga odwagi, by przestać o tym opowiadać, a zacząć z tym po prostu być. Bo Księżyc nie wymaga od ciebie natychmiastowej zmiany. Bez tego kroku każda kolejna pełnia będzie tylko frustrującym powtórzeniem tego samego scenariusza z nową datą w kalendarzu.

I na koniec — słowo które chcę żebyś zabrał ze sobą.

Księżyc jest najcierpliwszym nauczycielem jakiego znam. Jego cykl to nie sprint do doskonałości, ale maraton powrotów do własnego centrum. Wraca co miesiąc. Pyta o to samo, choć z różnych leveli — każdy znak, to inny level tego samego pytania. Oświetla te same miejsca — dopóki naprawdę nie spojrzysz. Możesz ignorować te pytania, zagłuszać je hałasem codzienności lub pudrować ezoterycznym marketingiem, ale one nie znikną.
Księżyc nigdy nie karze za to że przegapisz jedną czy wiele pełni. Nie karze za to że szukasz ulgi zamiast zrozumienia. Nie karze za to że przez lata zbierasz obietnice zamiast pracować z cyklem. Wszechświat nie zna urazy, on zna tylko konsekwencje Twojego zaniechania lub Twojej obecności.

Po prostu wraca. I pyta znowu.

Następna pełnia będzie za miesiąc. Jeśli wykorzystasz mój felieton, to nie będzie to kolejna data do odhaczenia w kalendarzu, ale kolejna brama, która otworzy się dokładnie tam, gdzie ostatnio zabrakło Ci odwagi, by wejść. Masz czas — nie na przygotowanie się do piękengo spektaklu na niebie, ale na uczciwe spotkanie z tym co w tobie naprawdę żyje.

Przestań przygotowywać kostiumy i scenografię, bo w tym świetle i tak będziesz stać nago.

To jest jedyna obietnica Księżyca. Nie transformacja w jedną noc. Obecność co miesiąc. Bez wyjątku. Prawdziwa zmiana nie potrzebuje fajerwerków, potrzebuje jedynie Twojej zgody na to, by przestać uciekać przed własnym odbiciem. Wystarczy że przyjdziesz — i tym razem naprawdę zostaniesz. Zostaniesz ze wszystkim, co w Tobie niewygodne, bo tylko tam zaczyna się wolność, której tak rozpaczliwie szukasz w gwiazdach.

Cez

Cez

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *