Podsumowanie pierwszego tygodnia pracy z działaniem bez blokad

Podstawą mojej pracy z blokadami w zakresie działania (czyli… wszystkiego?) jest rytuał stworzony przez ceza i opisany TUTAJ. Rytuały tworzone przez mojego przyjaciela mają pewną gigantyczną zaletę, której nie mają żadne inne – są naładowane jego ogromną mocą. To znaczy, że jeżeli wykonujemy którykolwiek z nich, korzystamy nie tylko ze swojej energii, nie tylko z energii kamieni, światła itd., ale też z energii ceza, a ma ona tę zaletę, że jest bardzo skupiona i łatwoprzyswajalna. 

Zazwyczaj wstydzę się zabierać cezkowi zbyt dużo energii, ale w takich rytuałach jest to wręcz mój obowiązek! Dlatego korzystam z tej możliwości.

Ale teraz przejdźmy do samego rytuału. Składa się on z kryształowego ołtarzyka, sakiewki z kryształem i notatek. Jak na razie, wszystko idzie bez wtop. Codziennie zapalam świecę na 9-11 minut, codziennie noszę przy sobie kamień i codziennie piszę zaskakująco mądre notatki. 

Nawet kiedy obawiam się, że nie będę miała co napisać, kiedy zapalam świecę, nagle zyskuję świadomość nad czym dokładnie pracuję w danym momencie. na tym polega magia tego rytuału – aktywuje nie tylko duszę i energię, ale też nawet te najgłupsze z mózgów. 

Największe zaskoczenie

Do tej pory zapaliłam świecę 7 razy, więc śmiało można założyć, że odkryłam siedem mądrości na temat swojego działania. Najdziwniejsza z nich brzmiała: czasami lepiej jest powstrzymać się od działania. To coś, czego zazwyczaj nie chcę przyjąć, bo obawiam się niebezpieczeństwa. Przecież to dosłownie esencja mojego problemu – że wolę nie działać niż zrobić cokolwiek pożytecznego. Ale jednego dnia miałam dosłownie taką sytuację, która obrazowała tę mądrość. Chciałam bardzo coś osiągnąć, byłam nastawiona bardzo aktywnie, ale wiedziałam, że moje działanie jest ryzykowne i może sprowadzić na mnie problemy. Byłam chętna do tego działania jak rzadko kiedy. Jednak dopiero co przeżyliśmy pełnię w znaku wagi, a ona kazała się nie wygłupiać, nie ściągać na siebie niepotrzebnie reflektorów, a ponieważ jestem dzieckiem saturna, jak zwykle wiedziałam, że saturn – tym razem z wagą – rozsądzą moją głupotę i wydadzą wyrok wraz z karą i pokutą. Powstrzymałam się wielce nieszczęśliwa, że muszę realizować kaprysy wszechświata, żyłam dalej przez kolejne dwie godziny, aż tu nagle okazało się, że pomimo mojej bierności, cel został osiągnięty. Szok. Nic nie zrobiłam,a  sprawa została załatwiona. Więc tak się da?

Zdałam sobie z tego sprawę dopiero wieczorem podczas notowania przy świeczce. Nie zawsze działanie (szczególnie to głupie) jest lepsze niż bierność. Jeśli nie wiem co robić, może można robić nic? Ołtarzyk, świeczka, kryształy mówią, że tak.

Największe wyzwanie

Wczoraj, czyli siódmego dnia, zdarzyło się coś dziwnego, wróciłam do swojej mentalności sprzed roku. Już całkiem zapomniałam o tym, że kiedyś taka byłam, a tu od rana męczyła mnie pewna przypadłość. Można chyba ją nazwać przekonaniem lub iluzją. Polega ona na tym, że oto ja uważam, że nie mogę działać, szczególnie tworzyć, kiedy mam zły humor, bo owoc mojego działania będzie zły i szkodliwy. Należy czekać, aż humor będzie dobry, wtedy owoc będzie pyszny i soczysty niczym jabłuszko. 

Jest to okropne przekonanie, bo powoduje, że osoba leniwa, broniąca się przed działaniem (ja?) nigdy nie będzie chciała mieć dobrego humoru i dobrej energii, ponieważ wtedy będzie musiała go wykorzystać na działanie. Widzicie tę wielopoziomową pułapkę na samą siebie? Jak ją sprytnie zbudowałam. Kiedy jest chmurka na słońcu, nie można pracować, ponieważ jest ciemno w mieszkaniu i człowiek jest zamulony. Kiedy oczekuję gościa, nie mogę nic robić, bo cała jestem czekaniem, a nie tworzeniem. Kiedy koleżanka mi powiedziała, że jestem nudna, nie mogę pracować, ponieważ muszę się zastanowić, czy rzeczywiście przynudzam. 

Błędem jest czekanie na idealne warunki i muszę się nauczyć tworzyć niezależnie od pogody, spotkań, humoru i emocji. Już się tego nauczyłam parę miesięcy temu, już nawet zapomniałam, że miałam taki problem, ale wczoraj on nagle do mnie wrócił. Czyżby nie wszystko było ładnie posprzątane po nim? Czy jakaś część została? Czy muszę z nim pracować od nowa, czy to raczej tylko resztki do wymiecenia spod dywanu? A może dziś już nie ma tych energii, bo zostały zjedzone w nocy przez kryształy? 

5 dni

Każdego dnia miałam inne spostrzeżenia, tak jakby otworzyło się przede mną całe spektrum światła i codziennie pokazywało inny kolor. Rytuał ma nas uwalniać od blokad stojących na przeszkodzie działaniu. jednak te blokady nie tylko pokazują się w mojej świadomości, ale też niestety realizują w życiu. Nie wiem jak mam to interpretować, bo wiem, że świadomość jest najważniejsza, ale po co one się wydarzają? Mogłyby się tylko pokazać, a nie męczyć mnie!

Lightworkingowe nauki mówią, że blokada musi być uświadomiona, wtedy może łatwiej odejść. Ja sobie je pięknie uświadamiam i mam nadzieję, że ich odejście załatwi za mnie ołtarzyk. Obawiam się jednak, że muszę wykonać jakąś pracę intelektualną w tej sprawie. Teraz nie mogę, bo jestem troszkę zamulona, no i przede wszystkim mam zbyt wysoką temperaturę w mieszkaniu. To powoduje, że moje iq nieco się pomniejszyło (chwilowo?), może odłożę tę pracę na czas gdy w pokoju będzie 19 stopni? A może korzystniej wyjdzie, kiedy wcale tego nie zrobię?

Kolejny tydzień

Dziś rozpoczęłam drugi tydzień pracy z ołtarzykiem, może teraz przyjdzie czas na prawdziwe odpuszczenie blokad, może one odejdą, a może już odeszły. Zastanawia mnie jedna sprawa. Wykryłam już 7 różnych blokad, czy to oznacza, że 7 blokad już mnie opuściło? Czy w kolejnym tyg odkryję kolejne 7 i one też odejdą? Skąd wiadomo, że powinno ich być 14, przecież wiem, że może ich być tylko 5, te pięć blokad może mieć 14 różnych obliczy. Czy blokadą, która chce mi się pokazać dziś jest nadmierne i zagmatwane (a także bezsensowne) bzdurne (durne) myślenie i komplikowanie? Ostatni akapit udowadnia, że tak? 

Liczę, że piękny rytuał, w trakcie którego obecnie jestem, zapewni mi rozpuszczenie ich, bym nie musiała się więcej tym zajmować. Świeca niech wypala, a kryształy pożerają. 

A jeśli nie są aż tak głodne, niech chociaż popchną mnie o jeden krok do przodu, żebym już nie musiała tu stać.

Wera

Wera

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *