Siedlisko w mózgu

Nie raz i nie dwa angażowałam się w oczyszczanie swojego ciała. Skanowanie go od góry do dołu to jedna z podstawowych praktyk lightworkerskich, jest ona dostępna nawet dla osób całkowicie początkujących i nierozgarniętych. Sama robiłam ją w czasach, kiedy nie potrafiłam robić jeszcze nic innego. 

Im więcej zdobywałam praktyki, im bardziej oczyszczałam trzecie oko, tym skanowanie było szybsze i skuteczniejsze. Oceniałam formę czakr, znajdowałam ogniska infekcji, zauważałam klątwy tkwiące w lewym udzie. Umiałam udrożnić nos i wzmocnić pęcherz. Po prostu umiałam bardzo dużo rzeczy, zastanawiałam się ile zostało mi jeszcze do nauczenia. Aż tu nagle wczoraj szok. 

Nie jesteś taka mądra, wero. 

Nie wiem czy czytacie artykuły i felietony ceza z takim zaangażowaniem jak ja, ale jeśli tak, to na pewno zauważacie pewną nową wskazówkę, której udziela praktycznie w każdym z nich. Irytuje mnie ona. Wczoraj gadaliśmy przez tel (trzy godziny) i powiedziałam mu wprost: irytuje mnie ona!

Wskazówka ta każe szukać w ciele. Nie wiesz jak zareagować? Poszukaj w ciele. Nie wiesz co znaczy dla ciebie ta pełnia? Poszukaj w ciele. Nie wiesz dlaczego jesteś przeziębiona? Poszukaj w ciele. Nie wiesz dlaczego nie znosisz ojca swojej koleżanki? Ciało zna odpowiedź. 

Już się cała trzęsłam, gdy to czytałam, bo myślałam, że umiem szukać w ciele, a teraz mi to w ogóle nie wychodziło. Na przykład kilka dni temu, kiedy byłam poirytowana zachowaniem jednej lambadziary w autobusie i siedziałam w nim i szukałam tej irytacji, żeby ją rozpuścić albo chociaż sprawdzić (wiecie gdzie – w ciele), skanowałam wszystkie kończyny, korpus itd. i nic nie widziałam, tzn. nic na ten temat, jednak wytrwale stosowałam wskazówkę ceza. Już byłam cała poirytowana, teraz nie tylko zachowaniem osoby, ale też brakiem efektów mojej pracy, zapewne powinnam też szukać i tej nowej, kolejnej irytacji (gdzie?). Trwało to dużo czasu, wiele różnych minut. Przy okazji znajdowałam inne rzeczy, od razu starałam się je naprawić, jakaś mała blokada pod paznokciem, energetyczny gwóźdź w uchu i tym sposobem nigdy nie dochodziłam do celu, bo zbyt wiele rzeczy mnie rozpraszało po drodze, nie wiedziałam nawet po drodze dokąd, cała ta rada w ogóle się nie sprawdzała, zero namacalnych skutków.

I wczoraj wyraziłam swoje żale telefonicznie, a cez na to, że mózg jest też częścią ciała. A ja, że jak to? A cez: no a co myślałaś?

Myślałam chyba, że mózg jest narzędziem poszukiwawczymi, że nie może sam być szukany. Przyjęłam taką perspektywę i dowiedziałam się, że to ona była problemem. 

Nigdy nie myślałam o mózgu jak o obiekcie do uzdrowienia, dosłownie przez te wszystkie lata magiczności nawet nie traktowałam go jak obiekt do obserwacji. To nim obserwowałam inne obiekty. Najciemniej pod latarnią, wiecie?

Zapytałam więc, czym niby mam obserwować mózg jeśli nie mózgiem no i dowiedziałam się, że intuicją, po prostu czymś spoza ciała. Nie wiedziałam, czy umiem, ale jednocześnie byłam wstrząśnięta tym, że sama na to tak długo nie wpadłam, że mózg to też ciało, że wymaga konserwacji, przeglądów, napraw, tego typu zabiegów. 

Kolejna tyrka

Do wieczora starałam się uporządkować tę nową rzeczywistość (new reality, 3R), ale nie próbowałam wykorzystać nowej wiedzy w praktyce. Poszłam spać, a tu sny. Budzik zadzwonił o 5.55, wyłączyłam go i zapadłam w półsen. A tu nagle otwiera się dostęp do mózgu, pokazuje się w całej okazałości. Przykrywały go białe żmije, takie lekkoprzezroczyste, bardzo szybko wijące się, szalone wręcz. To chyba były moje trujące myśli. Niewspierające, jak to mówi psycholożka z instagrama. Problemy to wyzwania, a trucizna to brak wsparcia. Zaczęłam przeganiać to całe zoo, ale starałam się to robić bardzo ostrożnie, bo znam już swoją tendencję do lekkomyślnego otwierania portali. Żmije się rozbiegały, ale wciąż wracały, jednak teraz mogłam dostrzec, co jest pod nimi. Pierwszy raz zobaczyłam mój mózg i było to okropne!

Nie wyobrażacie sobie jak wielki bałagan tam panował. Wszystko nawpychane jedno na drugie, jak w jakiejś upiornej piwnicy, do której nie da się już wejść, bo są tam kufry, drabiny, przebrania na halloween, dmuchane baseny, mebelki, łóżeczka, ubrania i kapelusze i dosłownie nie ma gdzie postawić stopy. I to wszystko przyklepane wijącymi się robakami. 

Moje trzecie oko wyszło mi z orbity ze zdziwienia, to dosłownie największe odkrycie tej dekady. Że tak wygląda mój mózg i że mogę go zobaczyć. Od razu w moim półśnie pojawiło się pytanie – okej, już go widzę, ale czy mogę go zmieniać? Rozejrzałam się, co mogę ruszyć i od razu podświetliła się walizeczka. Na pewno takie znacie ze sklepów budowlanych lub ze swojego garażu. Taka walizka na ciężką wiertarkę razem z różnymi końcówkami. Wyjęłam ją i się przestraszyłam, kiedy zobaczyłam, że pozostawiłam po niej puste miejsce. Pozostałe graty nie zawaliły się, nie wypełniły go, po prostu istniał tam pusty slot. Pomyślałam, czy tym działaniem nie uszkodziłam przepływów informacji. Może ta walizka była ważnym elementem przekazywania jakichś myśli i bez niej sygnał został urwany?

Bałam się, że wyjęcie jej odbije się na moim prawdziwym myśleniu w normalnym życiu. Wcisnęłam ją z powrotem, dokładnie w to samo miejsce, nawet nie zdążyłam jej otworzyć, bo spanikowałam. Pomyślałam, że zapytam ceza, czy mogę wyciągać i porządkować te wszystkie rzeczy, czy mogę je otwierać i sprawdzać, tak chyba będzie najlepiej – upewnię się, że nie zrobię sobie krzywdy i wrócę w to miejsce w mojej medytacji. Wydaje mi się zresztą, że nawet nie muszę specjalnie medytować, bo mam ten widok cały czas przed oczami, nawet teraz, gdy patrzę w biały arkusz elektronicznego papieru. Żmije już się uspokoiły, chyba zaraz się rozejdą i widok staje się coraz bardziej klarowny. Intuicja każe mi to sprzątać, wyciągać, ale w jakim tempie? Jak to zrobić bezpiecznie? Dlaczego nie uczą tego w szkołach? I czy jeśli uczyliby tego, to zepsuliby to na polityczną modłę?

<poszłam na spacer>

Aktualizacja

Wróciłam ze spaceru po lesie. Energie przyrody sprzyjają pracom energetycznym, mózg miałam ciągle przed oczami (a nie za) i odważyłam się wyjąć dwa elementy. Jakiś długi gumowy wąż i kilka metalowych akcesoriów, chyba ogrodniczych. Nie mam pojęcia skąd ta tematyka, chyba pochodzi z czasów, gdy miałam firmę ogrodniczą, może to jakieś blokady z tamtego okresu. Wyjęłam ostrożnie te rzeczy i świat się nie zawalił. Chyba odważę się na kolejne działania. 

Zamawiam lampę

Wymyśliłam sposób komunikacji z intuicją. Będę jej mówiła: podświetl tę rzecz, którą mogę bezpiecznie usunąć z mózgu. I zobaczę jak daleko mogę się posunąć, ile rzeczy powyjmować. Być może stanie się zupełnie pusty, ciekawe co się wtedy wydarzy, czy zyskam możliwość błyskawicznego, pozbawionego przeszkód łączenia się jakimiś nowymi źródłami wiedzy? A może będę bardziej głupia? A może nigdy tego nie dokonam?

Nowe wyobrażenie o mózgu

Mózg jest kreatorem większości naszych wyobrażeń o tym co nas otacza, kreatorem naszych iluzji i kłamstw. To tutaj odbywa się bezproduktywna romantyzacja lifestylu, obowiązków, relacji itd. Wczoraj wróciłam myślami do teorii kreacji, gdzie kreujemy coś myślą, a realny świat za nami podąża. Nie jesteśmy tylko obserwatorkami / obserwatorami, znajdujemy się PRZED wydarzeniem, a nie dopiero w trakcie, możemy je wymyślić, zaprojektować, stworzyć. Może opróżnianie mózgu jest właśnie drogą do takiej swobodnej, świadomej kreacji? Wydaje mi się, że tak.

Wera

Wera

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *