Prolog
Całą tę żałosną sprawę uświadomiłam sobie dziś o 5.55, szkoda że nie jest dziś piąty dzień maja, tylko szósty dzień stycznia, ponieważ byłby portal jak ta lala. 6.1.2026 obudził mnie dźwięk budzika i moja ręka odruchowo wyszła spod kołdry w kierunku drabiny, na której każdej nocy leży telefon. Nie wiedziałam, że jestem tak automatyczna, że każdego poranka trafiam z zamkniętymi oczami dokładnie w pomarańczowe okienko na ekranie z napisem “wyłącz” jednym ruchem palca. Skąd palec wie w który dokładnie centymetr kwadratowy powierzchni sypialni ma trafić, by dokonać wyłączenia przeszkadzającego dźwięku? Dlaczego trafia za każdym razem i nawet mnie to nie dziwiło do dziś?
do czego to doszło dzisiejszego poranka
Otóż nie trafiłam w ten centymetr kwadratowy. Budzik dalej dzwoni. Toż to szok. Zerwałam się z podusi i już robię aferę: gdzie jest mój telefon?? Sprawdzam pod łóżkiem, pod drabiną, nie ma go tam. Po odzyskaniu dostępu do kilku szarych komórek zrozumiałam, że telefon leży dokładnie tam gdzie zawsze, tylko z martwym wyświetlaczem, dlatego mój palec nie zadziałał na budzik. Wielce się zmartwiłam, że mój telefon jest uszkodzony oraz że nigdy już nie wyłączę tego budzika, szczególnie że naładowanie baterii wynosiło 100 procent ponieważ nocą odbywało się ładowanie, więc miałam pewność, że tel nie rozładuje się przez wiele godzin.
Ekran nie chciał się odblokować, a mnie od razu dopadł wielki żal, bo od razu zrozumiałam dlaczego – to przez moją grę w koty. Grałam w koty codziennie od dwóch tygodni klikając tysiące razy w kontenerek, bo po 10 kliknięciach rodził się kot. Kontenerek był dokładnie w tym miejscu wyświetlacza gdzie jest wyłącznik budzika. Dodatkowo wykonując domowe czynności zostawiałam odblokowany ekran z kotami na widoku, by móc rodzić ich jeszcze więcej, bo gdy ekran był blokowany, to koty nie rodziły pieniędzy, a chciałam żeby koty rodziły pieniądze, bo za pieniądze można rodzić koty. Zmieniłam czas automatycznego wygaszania ekranu z 30 sekund na pięć minut, parzyłam sobie pięknie herbatkę, a rozród trwał bez mojego udziału.
trochę krejzi
Ekran udało się odblokować po kilkudziesięciu sekundach, ale w tym czasie przez moją świadomość przeleciały dziesiątki takich psychicznych zachowań. Bezsensownych klików, niepotrzebnych posiłków, setki zerknięć za okno i w prognozę pogody, obliczanie prawdopodobieństw i robienie rankingów dosłownie wszystkiego, od rankingów ulubionych drzew do rankingów ulubionych koleżanek. Hurtowe czytanie książek i badanie proporcji, czy na pewno w każdej z nich jestem na 41 stronie, tworzenie grafików czytania i liczby stron jaką przeczytałam w dany dzień, by ani nie pomijać żadnej książki, ale też nie skończyć jej czytać w niewłaściwy dzień.
część bardziej sensowna
Prolog za nami, napisałam go tydzień temu i w tym czasie starałam się rozwiązać ten problem. Tydzień to za mało, ale można było wdrożyć już pewne działające rozwiązania, a może tylko zapowiedzi rozwiązań.
Przede wszystkim musiałam sobie uświadomić, że każde z tych zachowań jest zbędne. Nie wnosi nic w moje życie oraz w życie wszechświata. Ma działanie maskujące, Kompulsje tworzą iluzje działania, coś jest robione, ale do niczego nie prowadzi, zazwyczaj jest to robione odruchowo i bezmyślnie.
Za tym przyszedł kolejny wniosek – być może te działania są niezbędne, może pojawiają się tylko dlatego, że nie potrafię jeszcze radzić sobie z pełnym spektrum moich emocji? Może są czymś, co pozwala mi przetrwać, kiedy jestem za słabą osobą, by zmierzyć się ze światem?
I pytanie – czy skoro ta sprawa wypływa na powierzchnię w obecnym momencie, to czy nie jest to moment wielkiej przemiany, kiedy część tych zachowań mogę zdjąć, by prawdziwe emocje zostały odsłonięte, ujawnione i rozpoznane? Sądzę, że to właśnie ten moment. Moment, gdy rzecz niezbędna przemienia się w zbędną, a emocje niewidziane w rozpoznane.
ołtarzyk
Zbudowałam ołtarzyk w intencji oczyszczenia kompulsywnych zachowań. Można powiedzieć – odważny krok. Ołtarzyk jest niezwykle silny i trudny (tak jak moje problemy xd). Zaczął działać przepięknie, zdejmując mi osłony z oczu, by po tygodniu doprowadzić mnie do strasznego rozpoznania: najgorszym ze wszystkich moich kompulsywnych zachowań jest maniakalne myślenie. Człowiek nie chce dostawać takiej wiadomości, bo wie jakie trudne jest ograniczanie myślenia i działalności mózgu.
Jednak jest to oczywiste, że biegające po głowie myśli idealnie odcinają od emocji, intuicji, świadomości swoich uczuć, empatii itp. itd. Produkuję myśli w ilości hurtowej, bo są idealna przykrywką dla prawdy, na którą nie jestem jeszcze gotowa.
I tu dochodzimy do impasu – jak ocenić swoją gotowość na realne przepływy z wszechświata, ziemi i swojego wyższego ja? Kiedy je odbierać, kiedy w nich uczestniczyć, a kiedy je maskować i makijażować natrętną myślą? Czy to jest jednoznaczna prawda i fakt, że należy być na nie otwartą maksymalnie, bez żadnej tamy i bramy? Czy raczej należy pomyśleć, że te ograniczenia, które już na siebie nałożyłam – służą mi? Nie wiem!
osoba odważna
Ostateczna refleksja z całej tej przygody jest taka, że spróbuję zdjąć tyle ograniczeń i kompulsji, ile tylko się da, bo podświadomość i tak w pewnym momencie postawi blokadę. Nie muszę świadomie stawiać blokad i ograniczeń, bo na pewno je jeszcze mam z moich dawnych traum. Wpuszczę tyle światła i energii, ile się da i zobaczę co się wydarzy, oby coś!




