Wyrażanie opinii jest dla mnie bardzo złożoną sprawą, którą trudno ująć w ramy. szczególnie teraz, gdy jesteśmy w sezonie bliźniąt i człowiek zajmuje się raczej tworzeniem kolejnych przestrzeni, kolejnych światów i kolejnych wątpliwości, zamiast dochodzić do ostatecznych wniosków.
Najtrudniejsze pytanie, jakie możemy sobie teraz zadać, zadawać bez końca, to: jak to w końcu jest??
Chcielibyśmy wiedzieć wszystko “ostatecznie”, ale jest to teraz wielce trudne. Bliźnięta dają nam energię do tego, by badać nowe tematy i bardzo trudno jest się trzymać założonej dyscypliny, wolimy bujać w obłokach, błądzić myślami, zamartwiać się kwadraturami i kosą z koleżanką, zamiast użyć trzeźwego umysłu, o który teraz tak trudno.
Trudno więc wyrażać opinię, kiedy nie jestem jej pewna. Wiele z moich opinii nosi znamiona kontrowersji i wiem, że pojawią się zdziwione spojrzenia, dopytywanie, ataki i wtedy będę musiała ustawić swoje szare komórki oraz czakrę splotu słonecznego na baczność. Dlatego zbyt często zadaję sobie pytanie – czy warto?
Albo jeszcze gorsza opcja – modeluje swoją opinię całymi dniami, nocami tygodniami, a kiedy już jest gotowa (oczywiście mowa o innych miesiącach, w bliźniętach gotowość jest dla mnie wykluczona) i kiedy już w końcu ją wygłaszam przed audytorium (choćby miały to być tylko cztery koleżanki), a ona przechodzi bez echa! Zdarza się to, gdy jest zbyt zawile sformułowana i nikt nie wie co odpowiedzieć, kiedy audytorium jest tępe i koleżankom wszystko jedno, czy las zostanie przemieniony w obwodnicę dla samochodów, kiedy same mają niedostateczną ilość energii, żeby stanąć do konfrontacji, choć to idealna okazja do powampirzenia.
A najtrudniej jest założyć, że ktoś przyzna mi rację. W ogóle tego nie zakładam, brak zakładania, że moja wypowiedź komuś da do myślenia, poszerzy czyjeś horyzonty, będzie tematem osobistych poszukiwań informacji, a co dopiero działań! Brak wyrażania opinii to nie tylko brak wiary w siebie, ale też brak wiary w odbiorców, słuchaczy, odbieraczy.
Szczególna trudność polega na tym, że wychowywaliśmy się w kraju, w którym dzieci i ryby głosu nie mają. Jeśli należycie do grona osób, których opinia nigdy nie była ważna dla rodziców, ani w wieku dziecięcym, ani w wieku nastoletnim, ani nawet w dorosłości, bo matka wie wszystko lepiej, a ojciec każe “się uspokoić”, trudno będzie wam (tak jak mnie) pozbyć się przekonania, że wasze słowo nic nie znaczy i jest całkowicie bezwartościowe dla innych ludzi.
Jednak środowa pełnia i jej transformujące, kwadraturowe energie dają nam nadzieję. Odpowiedzi na zadawane od dawna pytania teraz się pojawią, pojawią się również nowe pytania a przekonania blokujące naszą swobodę i autentyczność będzie można oczyścić. W trakcie tej pełni mamy aż 5 kwadratur (olaboga!!!), więc możliwości są niebagatelne! Niebagatelne jak to, co masz na końcu języka, kiedy rozmawiasz z teściową i jak to, co masz w sercu i w pamięci, kiedy fałszywa koleżanka z lat szkolnych pyta, czy pójdziesz z nią na kawusię.
Zalecam sobie i wam niesienie swojej prawdy wbrew wszelkim pojawiającym się przeciwnościom, pomimo drżenia głosu i ciała oraz pomimo pytań nielubianych przez nas lambadziar: A ty co się tak zagotowałaś, werka??
Zagotujmy się razem w tej kwadraturowej zupce, bo już nic innego nam nie pozostało.




