Współpraca z saturnem – podsumowanie kwietnia

Halo to będzie bardzo niszowy post, więc nie trzeba go czytać, szczególnie, że świadczy o mnie niekorzystnie! Post o niczym, nieinteresujący, nicniewnoszący, nieciekawy, banalny, nieinspirujący, demotywujący, nieniosącyżadnejwiedzy. Już was zniechęciłam? Doskonale, teraz mogę spokojnie napisać swoje żale i zarzuty a także zawody oraz żenującą sztuczkę.

Także info dla ceza, który mam nadzieję nie czyta: nie reklamuj tej pisaniny, bo jest to wypocina, szczególnie że mam dziś 28 stopni za oknem i 30 przed oknem, a za momęt idę na rowerek.

Muszę dużo naspamować, żeby ukryć prawdziwy sens. Muszę robić błędy ortograficzne, by urazić purystę i odstraszyć polonistkę. Polonistkeł.

A oto link do opisu zasad wyzwania, którego miesiąc już za mną:

LINK

współpracy sęs.

Podjęłam wiosenną współpracę z saturnem, która miała we mnie utrwalić (zbudować, inaugurować?) konsekwentne wykonywanie zadań. Współpraca miała sprawić, że będę pięknie regularnie, każdego tygodnia pracować przez 10 h na swój sukces, a saturn będzie dokładał swoje nagrody. W zamian wypłacę sobie pensję w wysokości 89 zł miesięcznie.  Czy wszystko poszło zgodnie z planem?

otusz NIE

Pierwszy tydzień był najgorszy. Okazało się, że właściwie nie mam co robić, nie mam czym zagospodarować tych dziesięciu godzin. Brak pomysłu na obowiązek. te obowiązki, które już znałam i wykonywałam do tej pory, jak się okazało, zajmują wstrząsająco mało czasu. To, co wydawało mi się, że robię zazwyczaj pół dnia, ze stoperem w ręku zmierzyłam i okazało się, że robię to max 45 minut. Zamiast wykreślić z harmonogramu 4 h, wykreślałam 45 minut i moje koziorożcowe serce cierpiało, lecz podopieczne saturna (m. in. ja) znane są z tego, że kontakt z czasem i jego wyczucie jest raczej słabe (żałosne). Zamiast więc zaliczyć w mig 4 godziny – niemal połowę tygodniówki, zapisywałam w swoim notesie 45 minut i zastanawiałam się, co właściwie powinnam dalej robić. Byłam wielce zniechęcona.

Z założonych 10 godzin przepracowałam w pierwszym tyg zaledwie 1 godz. 47 minut. 

W drugim tygodniu poszło mi już znacznie lepiej, bo byłam w stanie wymyślić sobie bardziej różnorodne zadania. Nieznacznie przekroczyłam 4 godziny, choć w planie oczywiście nadal było 10. Zaczęłam myśleć, że chyba mnie poniosło z tymi godzinami i że najwidoczniej powinnam ustalić wyzwanie na poziomie czterech godzin, max pięciu..

W trzecim tygodniu również wydawało mi się, że jestem wielce zaangażowana i że pracuję CAŁY CZAS, ale bezwzględny stoper pokazywał zaledwie 4 godziny z minutami. Zaczęłam myśleć, że chyba już odkryłam o co tak naprawdę chodzi w moim trzymiesięcznym wyzwaniu. Widocznie dziesięć godzin tygodniowo to był mój CEL, który osiągnę w ostatnim, 12 tygodniu xd

W czwartym tygodniu zmieniłam swoje myślenie na bardziej pokrętne i nieprawidłowe, może nawet nieuczciwe. Jako koziorożec najwidoczniej potrzebuję rozpędu. Najpierw idę powoli, troszkę sobie podskoczę, ale może moja siła rośnie wraz z każdym metrem wędrówki, wraz z każdym tygodniem albo miesiącem? Z każdym kolejnym górskim pagórkiem i górską górką? Może właśnie tych 10 godzin, wykonywania tego wyzwania w całości i komplecie, muszę się dopiero nauczyć? Może źle je zorganizowałam? Może godziny powinny rosnąć, np co tydzień jedna godzina więcej? W czwartym tygodniu znów wychodzi mi ok. 4 godzin, choć jeszcze się on nie skończył.

koziororzec i satórn i błond

Chyba błędem było ustanowienie dziesięciu godzin, bo nawet ich nie wypełniałam i to ani razu. Ledwo doczołgałam się do połowy, prawie prawie, bo jej nie przekroczyłam. Albo błędem było założenie, że jestem w stanie osiągnąć ten cel już od pierwszego tygodnia? Nie wiem juz sama, co jest ze mną nie tak, ale chyba wszystko. 

ewidęcja

Widać wyraźnie, że pierwszy miesiąc wyzwania został zawalony, nie będzie nagrody od władcy mojego horoskopu. Czy powinnam sobie wypłacić pensję 89 złotych? Nie przepracowałam wyznaczonej liczby godzin, nie wykazałam się zaangażowaniem, za to wykazałam się kąbinatorstwem. Z drugiej strony – mam już listę pierwszych spostrzeżeń, rzeczy do naprawy, widzę jak fatalne mam wyczucie czasu i że moje wyzwanie ewidentnie pomaga w nauce jego odczuwania. Przez ten miesiąc zdążyłam trochę lepiej zrozumieć co stoi za pojęciem “godzina”, choć nadal nie wiem, ile to jest dziesięć godzin, jakaś niewyobrażalna ilość, ilość niepoliczalna i niemożliwa do objęcia umysłem. 

W maju jednak ją obejmę. Obejmę ilość i dzięki temu ilość stanie się liczbą, czyli stanie się policzalna i zostanie obliczona. Zostanie osiągnięta. 

Lub ewentualnie w czerwcu. IDK.

Czy kręgosłup został zbudowany? Na razie tylko dwa kręgi i to dość krzywe.

Wera

Wera

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  1. Przeczytałem. Ostrzeżony milion razy, zabrnąłem w to, i… wyszedłem skrzywiony jak ten Werowy kręgosłup po miesiącu.
    Wera, wiesz że doceniam twoją szczerość — i to będzie tyle pochwał. Koniec.

    Opisujesz precyzyjnie zbudowany system, ośmiostopniowy, z pensją, z podkontem, z Saturnem jako świadkiem — i po miesiącu informujesz nas, że nie wiedziałaś, co robić przez 10 godzin?!?
    WTF! Dziesięć godzin tygodniowo. To jest 1,4 godziny dziennie. Serio… to można. Nie Cez, nie o tym jest ten komętarz… uciekaj stąd.

    Najpiękniejsze jest to, że opracowałaś szczegółową teorię na temat tego, dlaczego Koziorożec potrzebuje rozpędu — zamiast po prostu dodać sobie dowolnych zajęć do niezagospodarowanych godzin. Dowolnych!!! Jasnowidzenia i budowanie naszej marki. Sprzątanie sklepu. Budowanie treści do Encyklopedii Kryształów. Wiesz, jakby jest co robić.
    Saturn, legendarny egzekutor kosmiczny, patrzy na to twoje podsumowanie i otwiera zeszycik ze zwolnieniem lekarskim, które wypisze sobie na własny użytek, by zwiać z tego „wyzwania” i nie cierpieć dłużej.

    Co do pensji 89 zł, to chyba zdajesz sobie sprawę, że zostaje zawieszona. Że nie możesz „wynagradzać” taniego kombinatorstwa i prób zbudowania nowych teorii do nieudanych realizacji planów?

    Ale doceniam, że to opisałaś — bo to, co tu naprawdę zbudowałaś przez kwiecień, to oczywiście zdecydowanie nie jest kręgosłup, ba to nawet nie są dwa krzywe kręgi. To diagnostyka. I to jest w sumie solidny fundament pod kręgosłup, który według własnych wyliczeń osiągniesz w tygodniu… dwunastym.
    Lub ewentualnie w czerwcu…tylko jeszcze nie wiem którego roku! IDK też.

    • Cóż za bezlitosna diagnoza, czy ty masz na drugie imię Saturn?? Fakt, że kwiecień był porażkowy, ale może maj nas zaskoczy? 🙂