Blokada energetyczna czy lenistwo? Dlaczego nie możesz się zabrać do działania

Zjawisko pod tytułem blokada energetyczna

Znam ten moment. I założę się, że ty też go znasz — może nawet lepiej niż chcemy, i Ty i ja.

Jest taki rodzaj bezruchu, który nie ma nic wspólnego z odpoczynkiem. Siedzisz i myślisz. Masz plan, masz intencję, masz w głowie całą sekwencję kroków — wszystko poukładane, wszystko gotowe. A potem przychodzi chwila, żeby zacząć, i coś w tobie — cicho, bez ostrzeżenia, bez negocjacji — mówi nie. Nie głośno. Nie dramatycznie. Po prostu nie rusza.
I cyk! — telefon w dłoni, scroll, kawa, jeszcze jeden scroll, coś do posprzątania, coś do odpisania, cokolwiek — byle nie to, co naprawdę czeka — projekt, który woła, potrzeba, która domaga się uwagi.

I w środku tego wszystkiego, gdzieś między jednym a drugim scrollowaniem, odzywa się głos. Ten głos, który zna cię za dobrze: „Co ze mną nie tak? Dlaczego inni mogą, a ja nie? Dlaczego nie mogę po prostu — działać?

Zatrzymaj się tutaj.

Bo to pytanie, które sobie zadajesz, jest złym pytaniem. Nie dlatego, że jest nieważne — ale dlatego, że szuka winy tam, gdzie jest tylko informacja. Pytanie nie brzmi: dlaczego nie działasz. Pytanie brzmi: co zamiast ciebie mówi NIE — i co próbuje ci przez to powiedzieć?

Bo widzisz, musimy rozpoznać z czym mamy do czynienia. Z czystym lenistwem? a może z brutalną prokrastynacją? albo z najcichszym, ale najbardziej niebezpiecznym z całej trójki wrogów działania: blokadą energetyczną?
Lata doświadczeń, w tym auto-, nauczyły mnie, że: blokada energetyczna, prokrastynacja i lenistwo wyglądają z zewnątrz identycznie. We wszystkich trzech przypadkach nic nie robisz. Ale przyczyna braku działania jest zupełnie inna — i właśnie dlatego żadna technika produktywności, żaden timer pomodoro, żadna lista zadań i żaden poranny rytuał z „klubu milionera piątej rano” nie rozwiążą tego problemu, jeśli jego źródło leży głębiej niż twoja zdolność do zarządzania swoim czasem.

Ten felieton nie jest o tym, jak się zmotywować. Jest o tym, jak zrozumieć, co naprawdę się dzieje — zanim znowu zaczniesz się za to obwiniać.

Lenistwo, prokrastynacja a blokada energetyczna — czym się różnią?

Lenistwo to po prostu brak chęci.
Osoba leniwa nie odczuwa potrzeby działania i zazwyczaj nie przejmuje się konsekwencjami swojego nicnierobienia. Nie ma w tym żadnego konfliktu — po prostu nie chce się robić i tyle. Koniec. Tu nie ma żadnej głębi ani podtekstu. Znacie taką osobę? Może nawet zazdrościcie jej tego… podejścia. No właśnie. Ale kto umie się przyznać, że jest po prostu jednostką leniwą? Nieszkodliwą, ale leniwą. Yhm! I tu jest pierwszy pies pogrzebany.

Prokrastynacja, o tu, już jest zupełnie inaczej.
Chcesz. Naprawdę chcesz. Masz plan, masz intencję, może nawet masz entuzjazm — wieczorem przed snem wszystko jest poukładane, jutro zaczniesz, jutro na pewno. A potem jutro przychodzi. Siadasz i… nic. Pojawia się ten dziwny, lepki opór, który nie ma żadnego logicznego uzasadnienia. I czujesz się z tego powodu fatalnie. Bo wiesz, że musisz. Bo przecież chcesz. Bo znowu. No ale… nie!

W kulturze motywacyjnej dostaje się za to etykietkę: słabość. Brak dyscypliny i konsekwencji. Zbyt mało determinacji. Recepta zawsze jest ta sama — więcej siły woli, lepszy system motywacji, wstawaj o piątej, jeszcze jedna lista „todo”, to znaczy dwie, albo osiem (po jednej na każdy rodzaj działania), jeszcze jedna super aplikacja, która ci przypomni i cię zachęci. I teraz to pięknie działa. Przez tydzień. W skrajnie zaawansowanych przypadkach przez dwa, do miesiąca. A potem wszystko wraca dokładnie tam, gdzie było.

Bo to nigdy nie działa długoterminowo – wiem, mam w otoczeniu taką osobę. Te naprawcze systemy są jak leki, zwalczają objawy, a omijają źródło problemu.
I właśnie tu dochodzimy do trzeciego gracza. Najcichszego. Najtrudniejszego do przyłapania na gorącym uczynku. I właśnie dlatego — najbardziej niebezpiecznego z całej trójki.

Blokada energetyczna.

Nie zobaczysz jej gołym okiem. Nie znajdziesz jej na żadnej liście objawów ani w żadnej aplikacji do zarządzania czasem. Bo blokada energetyczna nie wygląda jak problem — wygląda jak Ty. Wygląda jak twój charakter, twoje nawyki, twoja „taka, taki już jestem”. I właśnie dlatego tak długo ją nosisz, myląc z lenistwem albo z prokrastynacją.

Różnica jest jednak fundamentalna. Lenistwo i prokrastynacja to to, co widać na powierzchni — zachowanie. Blokada energetyczna to to, co to zachowanie tworzy. To nie jest brak dyscypliny. To nie jest brak motywacji. To jest moment, w którym wewnętrzny system mówi: „dalej nie pójdę”.

I to nie jest przypadek.

Blokada to zatrzymanie przepływu. Miejsce, w którym energia — emocjonalna, psychiczna, życiowa — nie może przejść dalej, bo coś ją zatrzymało wcześniej. Czasem jest to stare doświadczenie, które nie zostało domknięte. Czasem lęk, którego nie nazwano. Czasem przekonanie, które działa w tle jak program: „to nie jest bezpieczne”, „to nie jest dla mnie”, „to się źle skończy”.

I teraz najważniejsze: blokada nie jest błędem. Blokada jest formą ochrony. To jest moment, w którym jakaś część ciebie mówi: „nie zrobię tego, bo koszt jest za duży”. Nawet jeśli twój świadomy umysł tego kosztu nie widzi albo nie chce widzieć.

Dlatego właśnie żadna technika produktywności tego nie rozwiąże. Bo techniki działają na poziomie działania. A blokada działa poziom głębiej — na poziomie zgody. Możesz zmusić się do działania na chwilę. Możesz przepchnąć się siłą woli. Ale jeśli blokada zostaje nienaruszona, system wróci dokładnie do tego samego miejsca. Z tym samym oporem. Z tą samą historią w tle.

Ciało i dusza wiedzą coś, czego logiczny umysł jeszcze nie przetrawił. I zamiast krzyczeć — po prostu odmawiają. Nie po to, żeby cię sabotować. Ale dlatego, że coś głębiej nie jest gotowe, nie jest twoje albo jest związane z doświadczeniem, którego nie chcesz już powtórzyć.

Ciało zawsze daje informację. Nie zawsze ma rację — ale zawsze mówi coś ważnego.

I to właśnie jest sygnatura blokady energetycznej: nie brak chęci, ale brak wewnętrznej zgody. Konflikt między tym, co planujesz, a tym, na co naprawdę masz gotowość.

Między wersją siebie, którą chcesz być — a tą, która wie, ile to naprawdę kosztuje.

No dobra, słyszę już to pytanie: „okej, ale jak to wygląda w moim zwykłym życiu? co to znaczy, że mam blokadę energetyczną?”

Wygląda tak.

Masz do zrobienia coś ważnego — może to telefon, który odkładasz od tygodnia. Może raport. Może rozmowa, której unikasz. Może projekt, o którym marzysz od lat. I nie chodzi o to, że nie masz czasu. Masz czas. Siadasz, czas jest — i nagle okazuje się, że wolisz przepisać listę zakupów, posprzątać szufladę albo sprawdzić po raz czwarty tę samą wiadomość na telefonie.

To nie jest lenistwo. To nie jest brak dyscypliny.

To jest twój wewnętrzny system, energetyczna blokada, która właśnie powiedziała NIE! — tylko tak cicho, że doświadczasz jedynie efektu: braku ruchu. I zamiast zapytać dlaczego się boję ruszyć? dlaczego nie robię tego, co zaplanowane? zaczynasz się obwiniać i pogłebiać lenistwo lub prokrastynację. Czy teraz to jest bardziej zrozumiałe? No to, lecimy dalej.

Trzy najczęstsze przyczyny blokady energetycznej

Ciało nie zatrzymuje się bez powodu. Oto trzy sygnały, które najczęściej ukrywają się pod pozorem lenistwa czy prokrastynacji, ale są blokadą energetyczną:

„To nie jest moje”

Czasem nie możesz się zabrać do czegoś, bo to zadanie, cel albo kierunek — nie pochodzi od ciebie. Pochodzi z czyichś oczekiwań, z rodzinnego skryptu, z wyobrażenia o tym, jak powinno wyglądać twoje życie — nie twojego wyobrażenia, ale tego, które zostało ci wpisane tak dawno temu, że już nie pamiętasz kiedy zaczęłaś, zacząłeś uważać je za swoje.

Znam to z własnego podwórka. Przez lata goniłem za ideałem — i wiesz co? Potrafię spędzić setki godzin na ustawianiu zdjęcia czy tekstu w PDF. Kolory. Czcionki. Odstępu między akapitami. Setki godzin — i po co? Żeby za chwilę poczuć przeciążenie, żeby udowodnić sobie i światu, że mogę. Że jestem wystarczający. Że sprostam. Że dostanę lajka, albo pochwałę od męża i przyjaciół… ale aby usiąść do tego PDF, no cóż, zrobię wszystko by to odwlec w czasie. Zrobię wszystko, łącznie z tym, na co nikt nie czeka, by na końcu, zrobić zeszyt sezonu, nowiu czy pełni.

Perfekcjonizm? To nie było moje. To był cudzy ideał, który nosiłem jak swój własny — i ciało wiedziało o tym długo przede mną. Odmawiało więc uczestniczenia w tym wyścigu. A ja myślałem, że jestem leniwy, i z czasem zmuszałem się do robienia projektów, wbrew swojej woli. By na końcu, wraz z satysfakcją czuć tak wielkie przeciążenie, że nienawidziłem części tych zeszytów, i do dziś nie umiem do nich wrócić.

Jeśli masz opór przed czymś, czego teoretycznie chcesz — zapytaj: czy ja tego chcę, czy chcę chcieć tego? To nie jest gra słów. Brzmi podobnie. Ale w ciele — czuć różnicę natychmiast.

„Działanie oznacza ekspozycję”

Żeby zacząć, trzeba być jednostką widoczną i zauważalną. Przez mamę, tatę, rodzinę, męża, przyjaciół, follo… i pewnie można tu wymieniać, ale nie o tym. Bo o tym, że widoczność może być niebezpieczna — jeśli gdzieś w ciele zapisane jest wspomnienie, że bycie osobą widoczną kończyło się bólem. Krytyką. Poczuciem, że jesteś głupi, zły, niedoskonały, niewystarczający. Tak!

Sam przez to przechodziłem. Kiedy ktoś oceniał moją pracę, mój projekt, mój ogród czy nawet post na IG — czułem się właśnie tak. Głupio. Niewystarczająco. A potem przyszło jedno pytanie, które zmieniło wszystko: po co być doskonałym? I w imię czego? Dla kogo? Bo jeśli się przyjrzysz — oceniają głównie randomy, na których opinii ci nawet nie zależy. A tymczasem ty nie zaczynasz, nie pokazujesz, nie działasz — żeby nie narazić się na ocenę kogoś, kto i tak jutro o tobie zapomni.

Blokada energetyczna staje się wtedy pancerzem. Dopóki nie zaczynasz — nie możesz zawieść. Nikogo – nawet randoma z sieci. To bardzo ludzki mechanizm ochronny. I bardzo kosztowny, bo działa za plecami świadomości — cicho, skutecznie, dzień po dniu, rok po roku. I jedyne co widzisz z zewnątrz — to że znowu nie zostało zaczęte to, co było zaplanowane. Znajome?

„Ciało jest przeciążone, a ty udajesz, że nie jest”

Nie można uruchomić kreatywności, odwagi ani konsekwencji działania na pustym baku. A jednak próbujemy. Ciało mówi: zwolnij. A my: za chwilę, jeszcze tylko to jedno.

Znam też i tę sekwencję na pamięć — bo przerabiałem ją na sobie niezliczoną ilość razy. Najpierw bolące plecy. Ale zrobię, bo da się. Potem chęć napicia się czegoś, wstania, zmiany miejsca. Siedź, to twoje ADHD (tak, teraz po erze depresji i braku konsekwencji wszyscy mają coś ze spektrum). Rozbiegane nogi, zapchane zatoki, gonitwa myśli, tysiąc otwartych projektów, ważna rozmowa, wiadomość no i scroll. Tak! znam to. I w końcu przychodzi to dziwne osłabienie, które nie jest zmęczeniem, ale czymś głębszym. A na końcu — i cyk! — choroba. Tydzień w łóżku. Przymusowe zatrzymanie, którego nie chcesz, ale którego najwyraźniej potrzebujesz. Takie to wygrane.

Ciało nie strajkuje złośliwie. Ciało robi to, co powinniśmy byli zrobić sami — zatrzymuje się. Czasem zatrzymanie się jest odpowiedzią. Nie problemem. To nie prokrastynacja. Nie lenistwo. Nie kara i nie nagroda. To konsekwencja ignorowania sygnałów, które ciało wysyłało od dawna. To konsekwencja omijania blokady działania, ignorowania sygnałów ciała, które nie zawsze ma rację, ale by wiedzieć czy ma, czy nie ma, trzeba go posłuchać.

Skąd mam wiedzieć, czy to blokada energetyczna?

Proste, mam dla Ciebie trzy pytania. Nie spiesz się z odpowiedzią — pozwól, żeby każde przez chwilę w tobie zostało.

Czy czuję opór tylko przy konkretnych rzeczach, czy przy wszystkim? Blokada energetyczna ma zwykle „twarz” — konkretny temat, projekt, relację, obszar życia, do którego nie możesz się zbliżyć. Lenistwo czy prokrastynacja są bardziej rozlane. Niespecyficzne. Ogólne.

Czy gdy zaczynam działać, opór odpuszcza? Jeśli tak — to był lęk przed startem, nie blokada działania. Jeśli opór zostaje, albo pojawia się za każdym razem dokładnie w tym samym miejscu — to już jest sygnał, który warto potraktować poważnie.

Czy gdy próbujesz zacząć, słyszysz w głowie jakiś głos — zdanie, które pojawia się zawsze w tym samym momencie? „To i tak się nie uda.” „Kto mnie posłucha.” „To nie jest dla kogoś takiego jak ja.” Jeśli tak — to nie jest twój głos. To jest program, który tworzy blokadę. Zakodowane przekonanie, które działa w tle jak stare oprogramowanie i blokuje przepływ energii zanim jeszcze zaczniesz. Nie musisz go słuchać. Musisz go najpierw usłyszeć.

Rytuał podstawowy: Rozmowa z oporem

Ten rytuał zajmuje 10–15 minut. Nie wymaga niczego specjalnego — tylko ciszy, kartki i długopisu. Jeśli masz pod ręką kamień, który kojarzy ci się z uziemieniem — obsydian, hematyt, tygrysie oko, rubin — możesz trzymać go w dłoni jako kotwicę. Ale nie musisz. Naprawdę.

Krok 1. Usiądź wygodnie. Weź trzy głębokie oddechy — wydech dłuższy niż wdech. Nie spiesz się.

Krok 2. Pomyśl o konkretnej rzeczy, którą odkładasz. Nie oceniaj jej. Nie tłumacz. Po prostu nazwij — jedno zdanie, jeden temat.

Krok 3. Powiedz głośno lub w myślach: „Słucham. Co próbujesz mi powiedzieć?”

Krok 4. Przez 5 minut pisz wszystko, co się pojawia — bez cenzury, bez poprawiania, bez zatrzymywania się. Nawet jeśli to będzie: „nie wiem”, „boję się”, „to bez sensu”. Pisz dalej. Ręka nie może przestać się ruszać przez te 5 minut. Długo? wiem, rozumiem. Ale zaufaj procesowi.

Krok 5. Przeczytaj to, co zostało napisane. Najlepiej na głos. Zakreśl jedno zdanie — to, które najbardziej boli albo najbardziej zaskakuje.

Krok 6. Napisz obok niego: „Dziękuję, że mi to mówisz.”

To nie jest ćwiczenie na naprawienie się. To ćwiczenie na wysłuchanie siebie — bo opór, który zostaje wysłuchany, bardzo często odpuszcza bez żadnej dodatkowej siły woli.

Rytuał zaawansowany: Ołtarzyk odblokowania

Jeśli pracujesz z energią od jakiegoś czasu — masz kryształy, świece, dziennik, i wiesz czym jest intencja — ten rytuał jest dla ciebie. Nie jest skomplikowany. Jest precyzyjny.

Czego potrzebujesz:
Dziennik — dziennik do pracy z tematami blokad i lęków, coś do pisania.
Świeca — najlepiej czerwona lub pomarańczowa, kolory działania i ognia.
Kadzidło — preferowane: rozmaryn, liść laurowy, biała szałwia, smużki polskie.
Sakiewka — dowolna forma, taka, która pozwoli nosić jeden z kryształów przy sobie, jako talizman przyciągający energię działania.
Podstawka — metalowa lub kamienna podstawka do ustawienia ołtarzyka. Nie może być drewniana, nie zadowoli Marsa.
Kryształy — dobierz według tego, co najbardziej rezonuje z twoim aktualnym oporem, choć idealnie jak masz je wszystkie:

Rubin — jeśli czujesz wyczerpanie, brak siły życiowej, pusty bak. Rubin to król tego ołtarzyka i nie bez powodu — gromadzi i wzmacnia energię, stymuluje harmonijny przepływ chi w całym ciele, czerpie siłę życiową bezpośrednio do korzeni. Silnie energetyzuje ciało fizyczne, emocjonalne i mentalne jednocześnie — co czyni go szczególnie potężnym narzędziem dla osób odczuwających codzienny brak sił. Rozpala zapał do życia, zachęca do podążania za własnymi pasjami i wydobywa wewnętrzną siłę, dając odwagę do działania pomimo przeciwności losu. W sytuacjach porażki lub bólu — wibracje rubinu eliminują uczucia rozpaczy i zapobiegają negatywizmowi, który potrafi opanować umysł całkowicie. Jeśli twoje ciało mówi „nie mam siły” — rubin odpowiada: „masz, tylko z jakiegoś powodu jej nie czujesz.”

Kamień krzyżowy — jeśli opór ma twarz strachu przed pierwszym krokiem. Kamień krzyżowy to kamień ruchu i odwagi w działaniu — utrzymuje energię w przepływie nawet wtedy, gdy wszystko w tobie chce się zatrzymać. Wzmacnia determinację i pomaga przełamać paraliż decyzyjny, który często maskuje się jako lenistwo. Działa na poziomie fizycznym — mobilizuje ciało do działania, gdy umysł już wie, ale nogi jeszcze nie ruszają. To kamień dla tych osób, które stoją na progu — i potrzebują czegoś, co delikatnie, ale skutecznie przepchnie je przez drzwi.

Jaspis czerwony — jeśli blokada dotyczy ekspresji, inicjatywy i samego działania. Jaspis czerwony to jeden z najstarszych kamieni działania — jego energia jest gęsta, ziemska i niezawodna. Pobudza energię życiową, wzmacnia wolę i pomaga przekuć intencję w konkretny ruch. Szczególnie wspiera osoby, które mają pomysły, mają plan, ale gdzieś między myślą a wykonaniem coś się urywa. Jaspis czerwony wypełnia tę lukę — daje energię nie do myślenia o działaniu, ale do samego działania. To kamień, który nie pyta — on robi, a wraz z jego energią, robimy i my.

Tygrysie oko — jeśli twój problem to nie start, ale konsekwencja i wytrwałość. Zaczynasz — ale nie kończysz. Tygrysie oko to kamień skupienia, cierpliwości i długiego oddechu. Pomaga utrzymać kierunek gdy pojawiają się rozpraszacze, wątpliwości i pokusa porzucenia tego co zaczęte. Wzmacnia poczucie własnej wartości i stabilizuje energię w momentach zwątpienia — tych wszystkich „po co w ogóle”, które przychodzą dokładnie w połowie drogi. Tygrysie oko nie pozwala odpuścić zbyt wcześnie. Trzyma cię przy kursie — cicho, ale skutecznie.

Krzemień pasiasty — jeśli za blokadą stoi poczucie winy i nawyk nadmiernego karania się za niedziałanie. Zanim ruszysz do przodu, potrzebujesz ochrony przed własnym wewnętrznym krytykiem — a krzemień pasiasty jest w tym mistrzem. To kamień o wyjątkowo silnym działaniu ochronnym, który tworzy energetyczną tarczę przed destrukcyjnymi myślami i emocjami skierowanymi przeciwko sobie. Pomaga uwolnić się od poczucia winy, wstydu i przekonania „powinienem był” — tych wszystkich ciężarów, które blokują działanie skuteczniej niż cokolwiek innego. Krzemień pasiasty nie ocenia. Chroni. I przypomina, że ruszenie z miejsca jest możliwe nawet wtedy, gdy historia za tobą jest ciężka.

Kroki:

1. Rytuał najlepiej robić we wtorekdzień Marsa – więcej na temat pracy z energią planet, znajdziesz tutaj: Magia Astrologii Pamiętaj, że rytuał zajmie około 30-40 minut, więc znajdź na niego czas.

2. Oczyść przestrzeń za pomocą wybranego kadzidła i/lub dźwięków solfeggio.

3. W wybranym miejscu ustaw ołtarzyk z intencją. Na środku podstawki ustaw świecę. Nie zapalaj jej jeszcze. Po kolei postaw na ołtarzyku kryształy (tyle ile masz), najważniejsze, zacznij od Rubinu. Połóż go blisko świecy. Pozostałe mogą leżeć w okręgu wokół.

4. Napisz intencję. Jedno zdanie w dzienniku. Nie cel, nie zadanie — intencja. „Chcę zrozumieć co stoi między mną a…” dokończ szczerze co teraz wymaga twojego działania, ale nie umiesz tego zrobić.

5. Zapal świecę. Świeca musi palić się przez minimum 9 minut, każdego dnia kiedy pracujesz z ołtarzykiem. Ołtarzyk, możesz trzymać maksymalnie 15 dni. Dziś jest dzień pierwszy. Zapal świecę i skup się na ogniu.

6. Po chwili, pisz. Przez 7 minut. Bez pytania, bez struktury. Pozwól żeby ręka pisała to, co wie — co siedzi za oporem, co się boi wyjść, czego chce od Ciebie ta blokada. Kryształy są obok. Świeca się pali. Ty piszesz. Jeden z kryształów (nie rubin) staje się wyraźniejszy.

7. Weź ten kryształ, i włóż go do sakiewki. Nie analizuj. Weź kryształ, będzie on towarzyszył Ci w codzienności. Zobacz czy masz dzięki niemu więcej energii, czy działasz bardziej konsekwentnie, czy działasz.

8. Codziennie wieczorem – zapal świecę na minimum 9 minut. W tym czasie czytaj notatki, i pisz uwagi. Sprawdzaj czy rozumiesz bardziej, czy pojawia się odpowiedź na pytanie: „Chcę zrozumieć co stoi między mną a…”. To jest też jedyny moment na wymianę kryształu w sakiewce. Ale możesz to zrobić tylko 3 razy w czasie działania całego rytuału.

9. Po wybranym przez siebie czasie zamknij rytuał. Nie później niż po 15 dniach. Podziękuj — sobie, kryształom, świecy, ciału które próbowało ci coś powiedzieć. Zdmuchnij świecę po raz ostatni z intencją: „widzę. słyszę. idę dalej.” Oczyść i odłóż na miejsce spoczynku kryształy. Jeśli została Ci świeca, schowaj ją do innych rytuałów. Koniecznie zachowaj notatki, i kiedy czujesz potrzebę wracaj do nich.

10. Obserwuj przez kolejne dni. Rytuał nie kończy się gdy zdmuchniesz świecę. Kończy się gdy zaczniesz działać — i zauważysz że tym razem opór jest trochę cichszy, że rozumiesz co stoi między Tobą a działaniem. Brawo! pierwsza blokada rozpoznana. Możesz iść dalej.

Na koniec — bo to ważne

Dotarliśmy do końca tego felietonu. To znaczy ja dotarłem do końca pisania, a ty mam nadzieję, też tu jesteś… i jeśli czytasz te słowa, to znaczy, że coś w tym tekście cię zatrzymało — nie scroll, nie kawa, nie wiadomość, która nie była pilna. Coś tutaj. To już jest informacja.

Nie wiem, z którą blokadą sobie nie radzisz. Może to cudzy ideał, który nosisz jak swój. Może strach przed tym, że ktoś zobaczy twoje dzieło i Cię oceni. Może ciało, które od dawna mówi „zwolnij” — a ty od dawna odpowiadasz „zaraz, jeszcze tylko to jedno”. Może wszystkie trzy naraz. Bo tak też bywa… serio, wiem coś o tym, i Ty też już wiesz, że ja wiem. Dobra, głupia to zabawa. Więc.

Wiem jedno — i to jest może najważniejsza rzecz w całym tym tekście: to, że nie działasz, nie jest dowodem na to, że jesteś słaby, słaba, leniwy, leniwa, niewystarczający, niewystarczająca. To jest zaproszenie. Do zatrzymania się. Do posłuchania. Do zadania innego pytania niż „co ze mną nie tak?”.

Blokada nie jest twoim wrogiem. Jest twoim przewodnikiem — tyle że mówi językiem, którego nikt nas nie uczył rozumieć. Ten felieton, taką mam nadzieję, był pierwszą lekcją tego języka.

Co dalej? To już twój ruch. Możesz wziąć kartkę i długopis i porozmawiać ze swoim oporem dziś wieczorem. Możesz zapalić świecę we wtorek i ustawić ołtarzyk z intencją. Możesz po prostu usiąść w ciszy przez pięć minut i zapytać: „co próbujesz mi powiedzieć blokado działania?”

Ale cokolwiek wybierzesz — wybierz to świadomie. Nie dlatego, że musisz. Nie dlatego, że to już czas. Nie dlatego, że inni już to robią.

Dlatego, że ty — naprawdę TY — tego chcesz.

I cyk. Zaczynamy?

Cez

Cez

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  1. Wow. Nie znalazłam tych różnic. A okazują się kluczowe. Zawsze myślałam że jestem leniwa. Często to słyszałam…a to w ogóle nie to.

    Dziękuję Cez za podzielenie się też swoim osobistym doświadczeniem. Bardzo to pomaga!