Gwałt na biologii, czyli dlaczego udajemy, że w styczniu jest wiosna?

„Zapytaj kart… astrologii… numerów… ducha świętego – jaki dla Ciebie będzie rok 2k26?”

Czy to nie jest obrzydliwe, a może wręcz groteskowe, że kiedy za oknem panuje naturalna, głęboka ciemność, a przyroda dosłownie „umarła” i zeszła do podziemia, świat korporacji, social mediów i rozwoju osobistego dostaje szału na punkcie „nowego otwarcia”?

Ledwo opadł kurz po tym festiwalu hipokryzji i napompowanej konsumpcyjnej padaki, a już zewsząd zaczyna się kolejna, i co? I cyk! atakują nas reklamy karnetów na siłownię, aplikacje do trackowania nawyków i webinary o „planowaniu najlepszego roku w życiu”. „Jaki będzie 2026?”, „To najlepszy moment, by ustawić swoje plany na Nowy Rok!”.
To jest straszne, że system ekonomiczny całkowicie odkleił się od rzeczywistości biologicznej i energetycznej. Próbuje nam wmówić, że człowiek to maszyna, która działa liniowo, niezależnie od cykli planety, na której żyje.

Tak! powiedzmy sobie to szczerze – to jest systemowa patologia. Wymaga się od nas, by wstawać o 6:00 rano do sztucznie oświetlonych biur, pić stymulanty i witaminy, żeby zagłuszyć naturalną potrzebę snu, i „dowozić wyniki” z taką samą energią jak wiosną czy latem. To nic innego jak zbiorowa halucynacja i wypieranie prawdy o cykliczności życia. A my w tym tkwimy. Udajemy, że mamy siłę. Udajemy, że to normalne. A potem dziwimy się, że w lutym przychodzi załamanie, choroba autoimmunologiczna albo głęboka depresja… a w marcu „jedziemy na oparach”. No a na czym chcemy jechać, skoro ciało wystawia nam rachunek za brak spójności z naturą!?

Miejsce zimy jest w ciszy i w ciemności.

Nie w blasku świetlówek, niekończących się powiadomieniach w telefonie i na bieżni o 6:30 rano. Kiedy patrzyłem sobie kiedyś na drzewa – a lubiłem na nie patrzeć, bo w przeciwieństwie do ludzi, przyroda nie kłamie – zimą widziałem ciszę! Nagie gałęzie, spokojne czekanie, odpoczynek i gromadzenie energii. Nie widziałem żadnej zimy, żeby dąb próbował wypuszczać pąki w dniu pierwszego stycznia, żeby „zrobić wrażenie” na innych drzewach, pokazać jak pięknie przywitał „nowy rok” albo spełnić KPI lasu. Dąb ma to wszystko gdzieś. Schodzi do korzeni. Wycisza się. Oszczędza zasoby. Zimuje.

Dlaczego więc my, istoty podobno połączone z naturą i intuicją, pozwalamy sobie na ten gwałt na własnym układzie nerwowym? Czy tylko dlatego, że boimy się nazwać rzeczy po imieniu? Że boimy się powiedzieć: „Jestem teraz w procesie śmierci i odrodzenia, nie mam zasobów na… (dowolne wstawić)”? Zastanawiam się, ile z nas czuje ten dysonans. Czujesz, że Twoja dusza chce zapaść w sen, ale lista Twoich codziennych obowiązków pęka w szwach? To jest właśnie moment wyboru. Albo idziesz w iluzję systemu i udajesz „produktywną bestię i zdobywczynię/zdobywcę szczytów sukcesu”, albo wybierasz prawdę swojego ciała.

Jak uczyłem się zimowania?

Dla mnie pierwszym krokiem do odzyskania godności w tym okresie było uznanie, że mam prawo działać na 70, 50, a nawet 30 procent normy. Że to co nazywam „Sztuką Zimowania” to nie jest lenistwo, jak próbuje nam wmówić kapitalistyczna narracja o sukcesie. To jest strategia przetrwania i akt najwyższej odpowiedzialności za siebie. Jeśli System mówi: „Biegnij”, a Ciało mówi: „Zwolnij”, to kogo posłuchasz? Jeśli wybierzesz System, zdradzasz siebie. To jest właśnie to rozszczepienie, od którego zaczynają się wszystkie nerwice, depresje i choroby afektywne dwubiegunowe… ale też pewnie wiele, wiele więcej.

Zimowanie to powrót do bazy. To nie są „domowe spa” ani „momenty dla siebie” rodem z reklamy czekoladek. To radykalne, biologiczne i duchowe weta, które stawiasz systemowi. W świecie nadmiaru bodźców, te zwyczajne czynności stają się aktem buntu i odzyskiwaniem suwerenności:

1. Sabotaż pośpiechu (Uziemienie w ruchu) System karmi się Twoim pośpiechem, bo pośpiech odcina Cię od czucia. Kiedy biegniesz, łatwo Tobą sterować – reagujesz, a nie wybierasz. Dlatego zwolnij motorykę. Ostentacyjnie. Nie biegnij do tego cholernego autobusu. Niech odjedzie. To tylko środek transportu, następny będzie za kilka, kilkanaście minut. Twoja godność i spokój są warte więcej niż bilet miesięczny.
Kiedy idziesz – czuj stopami ziemię (nawet jeśli to beton). Kiedy myjesz kubek, myj kubek, zamiast w głowie planować podbój świata czy analizować kłótnię z szefem.
Twój układ nerwowy czyta szybki ruch jako komunikat o zagrożeniu życia. Kortyzol zalewa krew, odcinając dostęp do kory nowej – tej części mózgu, która odpowiada za logikę, empatię i wyższe stany świadomości. Chcesz żyć w trybie „walki o życie” siedząc bezpiecznie na kanapie? Zwolnienie to hakowanie Matrixa. To powiedzenie ciału: „Jestem bezpieczna/bezpieczny. Nie biorę udziału w tym wyścigu szczurów”.

2. Rytuał Ciemności (Ochrona Trzeciego Oka) Żyjemy w epoce terroru światła. System chce Cię naświetlać ferią barw i spektrum światła 24/7, żeby nie czuć nic innego, tylko wiecznie pobudzenie, wieczny głód dopaminy, wieczną gotowość do scrollowania, a co za tym idzie – reagowania: kupowania, komentowania, pełnego zaangażowania w system.
Ale Twoja dusza, tak jak nasiono, potrzebuje ciemności, by wzrastać. Wyłącz to. Po 17:00 / 18:00 / 19:00, kiedy słońce naturalnie znika (a przynajmniej powinno), zrób sobie w domu jaskinię. Twoja szyszynka – to fizyczna reprezentacja trzeciego oka – potrzebuje mroku, by zacząć produkować melatoninę. To nie jest tylko hormon snu; to najpotężniejszy antyoksydant i substancja, która otwiera wrota do podświadomości. Jeśli zalewasz oczy LED-ami do północy, dosłownie wypalasz swoje duchowe wi-fi. Odbierz systemowi swoją uwagę. Zgaś górne światło. Zapal delikatne, ciepłe, rozproszone żarówki. Pozwól, by mrok wyciągnął z Ciebie to, co w świetle dnia pozostaje ukryte. To w ciemności rodzi się intuicja.

3. Karmienie Ognia (Alchemia Żywienia) Przestań jeść sałaty (bo dieta), cytrusy czy inne surowe owoce i warzywa, a nawet „zwykłe” kanapki w okresie zimy. To nie jest dieta, to gwałt na termodynamice organizmu. Jedzenie surowych, wychładzających produktów zimą to dowód na to, jak bardzo jesteśmy odcięte i odcięci od instynktu i jak bardzo ulegamy modzie na „fit-życie” z Instagrama. Potrzebujesz Ognia (Agni). Zimą Twój organizm zużywa gigantyczne zasoby energii tylko po to, by utrzymać te komfortowe dla naszego organizmu stopnie. Jeśli wrzucisz do tego pieca zimny jogurt, gasisz płomień. Potrzebujesz gęstej, długo gotowanej zupy korzeniowej. Potrzebujesz imbiru, cynamonu, pieprzu, kurkumy, anyżu, goździków. Potrzebujesz ciepłych kompotów z jabłek, śliwek, gruszek – lub z suszu, z miodem i cynamonem. Potrzebujesz komfortowego jedzenia – rozgrzanych pyr (ziemniaków) z masłem i solą, sosów, pieczonych warzyw. To jest magia elementarna w praktyce: dostarczasz ciepło od środka, skoro świat zewnętrzny jest lodowaty. To akt matkowania sobie. Akt otulenia się najbadziej troskliwą energią. Ciepły posiłek to komunikat dla trzewi: „Zadbam o ciebie, nie musisz tracić energii na ogrzewanie, możesz ją przeznaczyć na regenerację”.

4. Prawo do Pustki (Inkubacja) Największym kłamstwem, w jakie wierzymy, jest to, że zawsze musimy kwitnąć i owocować. Wymaganie od siebie kreatywności, seksapilu i efektywności w środku zimy jest jak wymaganie od 5 letniej osoby, żeby pisała doktorat. To gwałt na naturze. Przyjrzyj się naturze – jesteś jak to drzewo – na zewnątrz wygląda na martwe. Gałęzie są nagie. Nie ma liści, nie ma kwiatów, nie ma owoców. I bardzo dobrze. Niech nie widzą kim jesteś. Niech myślą, że śpisz, że jesteś osobą leniwą.

Prawdziwa praca odbywa się teraz w podziemiu. W Twojej podświadomości, w Twoich snach, w ciemnej materii Twojego ciała. To tam wzmacniają się korzenie. To tam przetrawiasz traumy i integrujesz cień. To jest czas Inkubacji. Jeśli teraz nie pozwolisz sobie na tę „pustkę”, na ten pozorny bezruch, na wiosnę nie będziesz mieć z czego czerpać. Wyrosną Ci wątłe, neurotyczne listki, które opadną przy pierwszym wietrze, bo nie będą miały oparcia w korzeniach. Pozwól sobie teraz „po prostu być”, żeby móc potem wzrosnąć z najwyższej siły swojej energii.

Więc pytam Cię – czy masz odwagę być „osobą bezużyteczną” dla Systemu? Czy masz odwagę stanąć w prawdzie i powiedzieć: „Teraz mnie nie ma”?

Czy jesteś osobą, która boi się, że jeśli się zatrzyma, to świat o Tobie zapomni? Bo wiesz, co z tego? Niech zapomni. To jedyny sposób, by przypomnieć sobie o sobie. Przestań karmić ten nienasycony mechanizm swoją energią życiową. System nie ma rąk do oklasków. Ma tylko gębę do żarcia. A nawet jeśli dostaniesz ten uśmiech prezesa, pochwałę koleżanki czy lajka na Instagramie – co Ci po nich, kiedy w środku będziesz pustką! bez duszy, bez energii, bez życia – a Twoje ciało będzie krzyczeć o litość i odpoczynek?

Wybór należy do Ciebie. Możesz spędzić styczeń i luty na bieżni, udając, że jesteś robotem, którego nie dotyczy biologia. A możesz wejść w ten mrok – w to podziemie swojej codzienności – z pełną świadomością. Nie po to, by wrócić wiosną do pracy „jako osoba bardziej efektywna”. Ale po to, by wrócić do siebie jako osoba zintegrowana. Nie dla świata, nie dla ludzi, nie dla sysyemu.
Dla siebie!

Cez

Cez

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *