Nie jem mięsa ani ludzi, ani zwierząt, ryba to też zwierzę, ostryga to zwierzę, krewetka to zwierzę i człowiek właściwie też. Jedzenie zwłok istot, które żyły, a następnie umarły z czyjejś inicjatywy jest tak absurdalne, że naprawdę czasami zastanawiam się, dlaczego ludzie wciąż to robią. Sama czasami to robię.
Jeśli chodzi o sklep lidl, to zawsze straszył on moje oczy. Nie chodzi tylko o okropną identyfikację wizualną, ale przede wszystkim o aplikację z promocjami i gazetkami. Człowiek spokojnie brał telefon, otwierał apkę, a tam prosto w oczy uderzają obrane z piór zwłoki indyka i kurczaka z figlarnie uniesionymi nogami. To nie jest naturalna sytuacja. naturalna jest wtedy, gdy te nogi dotykają ziemi, a całość tego ciała biega spokojnie pod gołym niebem i wyszukuje smakołyki operując pazurami, które w tej sytuacji nie są jeszcze odrąbane siekierą.
Szukałam w aplikacji opcji, by zaznaczyć “nie chcę nagabywania mnie zwłokami”, lecz nie ma jej tam. To nie jest aplikacja dla osób wegetariańskich, ani dla jakichkolwiek osób ceniących etykę i estetykę. Piwo miesza się tam z mięsem, promocja alkoholizmu z promocją torturowania walczą wzajemnie o uwagę.
Teraz już nie mam tego problemu, bo aplikacja została przeze mnie (i miliony innych ludzi) skasowana, gdy tylko świat obiegła wiadomość, że lidl finansuje ludobójstwo w palestynie. Teraz, gdy o tym myślę, zastanawiam się, czy zabijanie ludzi jest dużo gorsze niż zabijanie zwierząt i czy to etyczne, że dopiero zabijanie ludzi skłoniło mnie do rezygnacji z finansowania takiej korpo.
Jednak od razu za lidlem stoi biedronka. Brak udowodnionych powiązań z ludobójstwem, ale ze zwierzobójstwem już tak. Wszyscy widzimy jak nim handluje i jak na nim zarabia.
Kto powinien jeść mięso? Paróweczkę i podgardle?
W świecie osób pracujących z energią jedzenie zwierząt ma pewną funkcję. Obniża energię. Normalnie dążymy do zwiększania jej poziomu, do upiększenia i rozświetlenia, ale w niektórych, bardzo rzadkich sytuacjach, regulujemy do dołu. Mnóstwo ludzi ma tendencję do obniżania jej, kiedy zbliżają się święta katolickkie lub narodowe. Wyczuwamy wtedy, że energie całego społeczeństwa stają się nieznośnie niskie, że koleżanki są coraz bardziej zamulone lub przerażone, że koledzy się ekscytują nadchodzącym pijaństwem, że zaczynają nawzajem się nienawidzić za złe rozpalenie grilla, niedokładne umycie okien, nieprzygotowanie marynaty na czas, że mają śmieszne wyrzuty sumienia, że babcia lat 95 idzie do kościoła, a my nie podążamy z nią, mimo że mamy lepsze nogi i że świętujemy święto kościelne, choć nie chcemy tego robić w kościele, bo wybieramy świętowanie nad stołem obłożonym trupami i ich pochodnymi.
To wszystko rodzi zbiorową padakę, musimy dziś, w dzień niedzielny wsiąść szybko w samochód, otrąbić innych wsiadaczy, nakrzyczeć na pieszą, która korzysta swobodnie z pasów jej przeznaczonych, lecz my się spieszymy do marketu po dwunastopak piwa tyskie, chcemy zapłacić za sześć. Taka niedziela zdarza się tylko siedem razy w roku! Musimy korzystać i trąbić. Następna w sierpniu.
Kiedy zbiorowa padaka osiąga apogeum, możesz stwierdzić: nie czuję jej. Podchodzę do święta na luzie. Nie muszę się spieszyć, nawet nie muszę jeść kiełbasy na grillu, ponieważ mogę zjeść oberżynę.
Takie myślenie, a nawet bardziej etyczne i zrównoważone działanie nie chronią jednak przed kąpielą w enegii narodu, ponieważ ona teraz jest ogromna i każdy w niej pływa. Ona nam się udziela. Jest niska, a nasza jest wysoka. Przed świętami każdego rodzaju różnica staje się jeszcze większa. Ty jesteś wciąż wysoko, ale sąsiedzi już wibrują tak nisko, że za moment cała ich wibracja się skończy i wyniesie zero herców. Zero herców, zero kalorii, -273 stopnie celsjusza = zero kelwinów.
Będziesz odstawać coraz bardziej, przestaniesz udolnie komunikować się z kimkolwiek, zawładnie tobą nieudolność i niezrozumienie. Poczujesz potrzebę zjedzenia mięsa, może nawet nie wiesz dlaczego. jednak mięso jest najłatwiej dostępnym obniżaczem energii, a jeśli ją teraz obniżysz – lepiej dopasujesz się do narodu, sąsiadów, matki i ojca.
Osoby jedzące mięso każdego dnia jedzą je, ponieważ w naturalny sposób uzupełniają energie tych ludzi. Bezsilność, bezradność zwierząt mieszkających w klatkach, przerażenie, gdy trafiają na rzeź, dzikie wrzaski, to coś, co zgrywa się z energią większości ludzi wokół nas, którzy cały czas żyją w smutku, bezradności i okazyjnie w przerażeniu. Energia zawarta w mięsie torturowanego i zabitego prosiaka jest podobna do energii zawartej w mięsie ich własnego ciała. Dlatego jedzenie jej jest tak proste i naturalne, bezkonfliktowe wręcz.
Kiedy zaczynamy wychodzić z tych okropnych energii, wydostawać się na powierzchnię, wibrować wyżej, widzieć światło – cierpienie zwierząt przestanie być dla nas naturalnym pokarmem. Najpierw zrezygnujemy z “udomowionych” (a tak naprawdę uprzemysłowionych, skapitalizowanych) świń, krów, kurczaków, łososi, później z dziczyzny. Dzikie zwierzęta nie są torturowane całe życie, jednak nadal przeżywają wstrząs, gdy podczas trałowania dna morskiego trafiają na pokład gigantycznej pływającej przetwórni ich mięsa, gdzie trafiają całkowicie żywe i życia się powoli wyzbywają na skutek przygniatania kolejnymi stworzeniami. Czy uważacie, że energie tych zwierząt są pozytywne? Czy odczuwają to samo, co więziona świnia, tyle że w skondensowanej formie? Czy nie słyszycie na swoim talerzu wrzasku ryby?
teraz przejdźmy do poniedziałku
W miniony weekend, a także dziś, codziennie jadłam mięso i to najgorszego rodzaju. Zastanawiałam się o co chodzi. Zjadłam dwie parówki i hamburgera. (co za wyznanie). Po co to robiłam? Myślałam, że chodzi o dopasowanko do narodu, ale stało za tym coś więcej. otóż nieco ponad tydzień temu cez mi powiedział, że nadchodzi wielkie zadanie duchowe. Muszę odkryć najbardziej śmierdzącą prawdę o sobie. Zapytałam – co to za prawda, a on, że nie może mi powiedzieć, bo muszę odkryć sama. Zaczęłam robić aferę “że nic mi nie mówi” i “że muszę tylko tyrać i tyrać” itp. itd. Awantura nic nie dała poza tym, że obiecał mi wspomagające anioły, które miały zdjąć blokady z mojego mózgu i łatwiej wpuścić prawdę.
Po kilku dniach okazało się, że prawda nadal się nie ujawnia, do kieszeni wkładałam kolejne niebieskie fluoryty, obwieszałam się kolejnymi szafirowymi fluorytami i nic. Wydało się, że prawda nie chce przyjść, bo chcę ją poznać tylko z ciekawskości, a nie po to, by coś zrobić z odkrytymi faktami. Musiałam obiecać wszechświatowi, że jeśli ją odkryję, zacznę pracować nad tym tematem, zamiast go odhaczyć i zapomnieć w dwie sekundy.
Jak już wspomniałam prawda ta jest śmierdząca i ohydna. Dokładnie tak jak nieświeże, wielodniowe zwłoki w parówce i burgerze. Ta sama energia, ten sam smród, te same nieczyste intencje, kłamstwa, obłudy.
poniedziałkowy poranek, godzina 9.38
Odkryłam tę prawdę. Od razu wiedziałam, że to ona! Wiedziałam, bo nagle ogromna energia się uwolniła i zrobiło mi się gorąco, chodziłam w krótkim rękawku kiedy było osiem stopni c. Sądzę, a nawet jestem tego pewna, że to niskie energie mięsa mi pomogły, bo odtwarzały niskie energie śmierdzącej prawdy, dzięki czemu mogłam się z nią lepiej połączyć, będąc w tych niskich energiach, co ciekawe jednocześnie mieszając je z najwyższymi energiami fluorytów, aniołów i wszechświatów. Myślę, że zwłoki wyznaczały trasę podążania moim odkryciom i że to właśnie dlatego je jadłam.
Polecam książki:
“Wędrówka tusz” Bartek Sabela
“Ocean. Ostatnie dzikie miejsce” David Attenborough
Pierwsza z nich opowiada historie zwierząt hodowanych przez ludzi w celu zaspokojenia apetytu ludzkości
Druga jest opowieścią o oceanach i życiu w nich, w tym także życiu stworzeń, które za moment lądują na talerzach jako OWOCE morza, już nie zwierzęta.
Powroty
Zastanawiam się nad losami osób powracających do jedzenia mięsa po długich okresach wegetarianizmu i weganizmu. W odpowiedzi na wczorajsze instastory napisał do nas chłopak, który wrócił do mięsa i czuje się dzięki temu zdrowszy. Czy to znaczy, że mięso daje zdrowie? Czy tylko daje dobrą komunikację z podświadomością? Czy to możliwe, by mięso wzmacniało ciało? Czy chodzi jedynie o dokładnie taką sytuację jak u mnie, czyli o to, że jedzenie mięsa może nas prowadzić do pewnych zakamarków cienia? Czy mięso może nas sprowadzić tak nisko, by dostrzec najskrupulatniej skrywane szczegóły naszych programów wcieleniowych? I czy warto do tego dążyć zawsze, czy tylko w pojedynczych, krótkich okresach?
Automatycznie szukam ezo – rozwiązań, bo nie jestem w tej chwili w stanie uwierzyć, że kurka, nawet taka wesoło biegająca po podwórku, może kogoś nakarmić dobrem i pięknem, skoro już jest nieżywa, oskubana i poćwiartowana. Czy nie lepiej karmiłoby nas jej towarzystwo i głaskanie tejże kurki na łące pod słońcem i wśród wiaterku? Dlaczego nie przyjmujemy jej energii w bardziej humanitarny sposób, np. opiekując się nią i podsuwając smakołyki, zamiast czynić z niej smakołyk?
Jak w każdej sprawie świata, moje zdanie na ten temat nie jest ostateczne, moje zdanie to głównie pytania, a nie twierdzenia.
Jednocześnie celem tego tekstu nie jest nakłanianie was do bycia wege, chodzi mi wyłącznie o zabranie głosu w sprawie, o zwiększanie świadomości (także swojej), o otwieranie horyzontów, o wskazywanie nowych perspektyw i przede wszystkiem – o stawianie kolejnych pytań, na które każda osoba musi odpowiadać we własnym zakresie. Ja jeszcze nie rozumiem wszystkiego, ale to co rozumiem, z chęcią prezentuję. Jeśli chcecie zostawić swoje pytania i swoje odpowiedzi, zapraszam do sekcji komentarzy.




