Nie wiem czy przystoi mówić takie rzeczy, szczególnie koziorożcowi w przededniu swoich urodzin (to ja), ale jakaż to była ciężka praca! Trudniejsza niż myślałam. W wyobrażeniu człowieka (moim) ciężka praca powinna przynieść sukces, a praca nad problemem – jego rozwiązanie. Tutaj zamiast rozwiązania przyszło milion nowych wiadomości, to znaczy chyba otworzyłam puszkę pandory. Co dziwne, wydaje mi się, że ją akceptuję i przyznaję, że jestem gotowa na to wszystko co z niej wyskoczyło.
Jeśli założymy, że jestem wulkanem, na którego dnie bulgocze lawa pod ogromnym ciśnieniem, to w ciągu ostatnich dni zdrapałam strupek z jego szczytu i pozwoliłam tej lawie z impetem wystrzelić i pokryć całą moją codzienność lepką, gorącą breją. Teraz latam tronem nad tym wulkanem i spoglądam z zaciekawieniem na to, co malowniczo rozlało się na zboczach. Tutaj jeden problem, tam program do wyczyszczenia, tutaj sprawa do uporządkowania. Wszystkie zabiegi z ostatnich dni, w tym ołtarzyk anty – kompulsywny ujawniły bulgoczące bagienko, które było we mnie zamknięte.
Kompulsywne zachowania i myśli były właśnie tym strupkiem, pod którym wszystko się kryło i który – niestety – teraz odbudowuję.
Chciałabym, by 13-dniowa praca przyniosła rozwiązanie, ale zamiast tego było tak samo jak ze wstydem. Początek pracy z tematem wstydu ukazał cały wachlarz podtematów do rozpracowania. Tutaj kompulsywny wulkan także rozlał całą górę „możliwości”.
Wniosek pierwszy i najważniejszy
Chyba nadal potrzebuję kompulsywnych zachowań i myśli.
Nie jest to wniosek radujący serce, ale muszę powiedzieć to wprost – nie umiem jeszcze żyć bez zaciemniaczy emocji. Po oczyszczeniu ich, po wstępnym przeglądzie i zrozumieniu, zaczęłam je odbudowywać. Nie w sposób szalony, tylko ostrożny i umiarkowany. chyba nie jestem jeszcze w stanie zmierzyć się ze wszystkim, co czuję.
Wniosek drugi
Czeka mnie mnóstwo pracy.
Zauważyłam, że ta sprawa nie jest prosta. Muszę odpowiedzieć sobie na mnóstwo pytań, których jeszcze nawet nie jestem w stanie zadać. Akceptacja emocji, ich swobodny przepływ, spoglądanie na nie z odwagą i śmiałe przeżywanie, wszystkie te sprawy są przykryte kołderką głupawych, schematycznych, niepotrzebnych zachowań i systemów myślowych. Pierwsza sprawa do naprawienia: akceptacja prawdy, że moje emocje są dobre i potrzebne, nie trzeba ich kryć ani przed sobą, ani przed światem.
Wniosek trzeci
Kompulsje to miniuzależnienia.
Jeśli granie w koty, wychodzenie na balkon co piętnaście minut i liczenie samochodów w korku to kompulsywne zachowania, to hazard, alkoholizm i narkotyki to ich więksi bracia. Prawdopodobnie różnią się tylko poziomem szkodliwości dla społeczeństwa i osoby je praktykującej.
Co dalej?
Będę oglądała krajobraz po wybuchu. Podczas dzisiejszego spaceru w lesie pozbyłam się już wszystkiego, co nie przyda mi się w dalszej drodze. Zniknęła maziowata piana. Zostały większe kawałki lawy, z którymi zostaję na dłużej. Celem jest oczyszczenie ich poprzez 1. zrozumienie ich energii, 2. uwolnienie jej. Sądzę, że może to zająć co najmniej rok, ale nie dołuje mnie to, bo przynajmniej wiem, z czym dokładnie będę pracować do kolejnych urodzin – z akceptacją emocji. To brzmi jak dobry plan!




